|
|
| Widzisz posty znalezione dla zapytania: internetowy sklep rowerowy czesci rowerowe sklep |
|
|
|
Adresy stron | |
Tu możemy umieszczać adresy stron związanych z rowerami, czyli: - serwisy rowerowe - mało spotykane marki rowerów lub części - testy i ciekawe recenzje sprzętu ! - linki do ciekawych filmików na temat - strony innych biker Teamów, - strony i adresy np. organizatorów jaki imprez sportowych związanych z rowerami. - adresy sprawdzonych sklepów rowerowych (internetowych bądź też i nie). - wszystko inne co będzie związane z tematem i uważacie za stosowne tu umieścić. ZIMNY dnia Czw 18:42, 27 Mar 2008, w całości zmieniany 2 razy | |
| Nowy bike | |
Cześć ! Nie jestem znawcą tematu ale moim zdaniem tak. Lecz przeznacz na rower max kwotę jaka jesteś w stanie wysupłać bo później ze zmianą wiadomo, że ciężko a sprzęt jak każdy inny traci na wartości. Polecam lekturę miesięcznika "Magazyn Rowerowy" gdzie zamieszczają wiele fajnych testów. Warto poszukać promocji w sklepach rowerowych np. wyprzedaży modeli z ubiegłego sezonu. Spotkałem osobiście niesamowite wyprzedaże w sieci Ski Teamu. Zajrzyj do nich na stronę internetową. Możesz też poszukać na aukcjach internetowych. Życzę udanych zakupów i do zobaczenia na trasach BM. | |
|
| |
Czyżbyś czasami przemierzał ten odcinek? Urodziłem się na Dębcu i często tam jeździłem. Pamiętam jak Dębina była niczym busz, teraz jest mocno przerzedzona. W dodatku przez kilka miesięcy jeździłem przez Dębinę w godzinach 2-4 rano. Poranna atmosfera panująca w tym parku jest niesamowita. A ścieżka była chyba wysypana już na późną jesień. Co do części rowerowych to ja kupuje w sklepie internetowym. Bardzo szybka wysyłka, służą poradą i można jeszcze nieźle ceny negocjować. No ale to jest rozwiązanie dla tych co mają narzędzia i chociaż małe pojęcie o składaniu i rozkładaniu więcej info udziele na pw. Szudi ostro pojechał z tą propozycją trasy. IMHO wypad ciekawy ale nie dla mięczaków . W Przemęckim można po górkach nieźle pojeździć, wcześniej Piramidy Wielkopolskie, ładny drewniany kościół i 3 kanały. Jest tylko problem z powrotem, bo z Wolsztyna mało pociągów jeździ Gdyby kogoś interesowały te tereny opisane w moich wypadach to zapraszam na http://rowers.cal.pl/rower/ RoWeRs Wrzucam 2 foteczki ładnego mostu, wspomnianego wyżej - może nie każdy go widział | |
| Słowacja na kilka dni | |
Informacje praktyczne Dojazd. Na granicy ze Słowacją jest kilkaście przejść drogowych, 3 kolejowe i niezliczona ilość turystycznych. Przy przekraczaniu granicy kolejowym najlepiej dojechać do stacji granicznej i przesiąść się na niej w pociąg (vlak) słowacki. Drogi i koleje. Drogi (cesty) są doskonałe. Równe, szerokie. Przy tych bardziej ruchliwych zwykle jest szerokie asfaltowe pobocze. Kierowcy zdyscyplinowani. Myśl o rowerzystach przyświeca też słowackim kolejom (ŻSR). Wiekszość wagonów ma wydzielone przedziały dla rowerów, cena za przewóz też jest atrakcyjna (20 Sk). Noclegi. Powtórze za innymi autorami. Jeśli nie planujesz noclegu na dziko nie warto brac namiotu (stanu). Generalnie w każdej choc troche turystycznej miejscowości nie jest problemem znaleźć ubytovanie w rozsądnej (200-220Sk) cenie. Dla przykładu ceny campingów rzadko schodzą poniżje 150 Sk/os a widzieliśmy taki za 200. Można rozbić namiot taniej na prywatnym podwórku, ale wtedy możesz nie mieć nawet ciepłej wody. W większych miastach można spać w turystycznych hotelach, tzw turistickich ubytovniach. Cena do 250 Sk. Jedzenie. Sklep spożywczy to potraviny, zakupy mozna też zrobić w mleczarni - mlekaren. Czynne sa zwykle od wczesnego ranka do 16-18, bywa, że z przerwą na obiad. W sobotnie popołudnia i niedziele czynne są tylko zachodnie supermarkety. Ceny produktów spożywczych oraz potraw w jadłodajniach - podobne jak u nas. Mapy i przewodniki Z mapami dla rowerzystów jest mały problem. Do wyboru są 'pięcdziesiątki' i 'setki' słowackiego wydawnictwa VKU Harmanec. Turysta rowerowy ma tu dylemat, gdyż mapy 1:100000 nie mają naniesionych poziomic, dzięki czemu nie ma informacji o profilu planowanej trasy. Mapy 1:50000 są natomiast zbyt dokładne dla szybko przemieszczającego sie rowerzysty. Jedne i drugie można nabywac zarówno w arkuszach jak i atlasach ('pięćdziesiątki' w formie segregatora) Na rynku przewodników interesującą pozycją jest "Słowacja na rowerze" Aleksandra Buczyńskiego. Poza propozycjami tras zawiera szereg praktycznych informacji oraz nieoceniony polsko-słowacki słownik części rowerowych. Na etapie planowania warto zajrzeć do internetowego przewodnika Macieja Pinkwarta po pólnocnej Słowacji - http://www.pinkwart.pl/slowacja/slowacja.htm . Język O tym, że nie należy na Słowacji niczego szukać tylko hladat' wie każdy. Generalnie nie ma potrzeby uczenia się słowackiego, choć z czasem kilka słówek czy zwrotów się przydaje. Pytając przechodniów warto zaczynać od prepačte - na polskie 'przepraszam' czesto nie reagują. W razie kłopotów z rowerem warto też miec pod ręką wspomniany słownik części. Sklep rowerowy to predaj bicyklov, serwis zaś to cykloservis. | |
|
| |
http://allegro.pl/item645458683.html Witam. Dziś do sprzedania mam Rower na ramie Dartmoor two6player. Rower nie posiada tylko przedniego widelca. Rama ma jeszcze gwarancję ok 1,5 roku w sklepie internetowym rowerowy.com . Koła mają małą centre a tylne koło dodatkowo lekki luz który da się oczywiście skasować. W suporcie utknęła cześć śruby od korby ale korba jest skręcana także od góry więc nie ma się co martwić o jakie kol wiek luzy. Rama jest lekko porysowana i poobcierana. W wyniku normalnego użytkowania nie ma mowy o żadnych pęknięciach czy tym podobnych rzeczach. Siodełko wraz ze sztycą mają możne 3 miesiące. Ogólnie rower stoi jakieś 1,5 miesiąca bez użytku ponieważ nie mam widelca. W razie jakich kol wiek pytań proszę o kontakt meilowy lub na gadu-gadu lub telefoniczny. Po przyjściu rower jest oczywiście w 100% sprawny ale proponowałbym dać go do profesionalnego serwisu na wyczyszczenie i przesmarowanie ponieważ zdarza się że czasem coś strzela lub stuka. Nie był katowany, nic praktycznie nie umiałem jeździłem tylko po mieście żadnych wielkich dropów itp. Sprzedaje ponieważ uznałem że to nie dla mnie i składam rower bardziej pod kątem enduro Spis części na których zbudowany został rower: Rama: Dartmoor, Two6PLayer Kierownica: Author ,A-gang 670mm Mostek: Truvativ Hussefelt Gripy: Primo, Corey Martinez Barendy: brak. Stery: VP nie znam modelu Siodło: Dartmoor IVY Sztyca: Dartmoor Fusion Zacisk: Accent Korby: WTP Salt Support: WTP Salt Zębatka: Truvativ 36t z adapterem Łańcuch: Dartmoor Vert Pedały: Dartmoor Blood MArry NOwki !! Koło przód: Obręcz: Dartmoor Rider 32 otwory 26" Szprychy: DT Champion Silver 32 sztuki Piasta: Dartmoor X-Rolls 32 otwory Koło tył: Obręcz: Sun Rims MTX 33 36h 26" Szprychy: CN Spoke 36szt. Piasta: Woodman Bill 36h 26" Opony jakie daje do roweru to : 1x Kenda Flame 26" 1x Kenda Kiniption 26" 2x Shwable Table Top Sport ! Hamulec tył, klamka: Win Zip 160mm , Avid FR Istnieje możliwość zamiany roweru za jakiś amortyzator np RS Pike najlepiej powietrzna wersje. Krótko mówiąc wsadzić widelec wyczyścić przesmarować i można jeździć ! Kontakt: Tel: 0663553352 od 16 do 20 GG: 5427276 @ : matis193@gmail.com Cena do negocjacji ! FOTY :: !! !! !! http://allegro.pl/item645458683.html | |
| Pozdrowienia z Warszawy.. ;) | |
Witam Co nie ktorym pewnie jestem winien wyjaśnienia, że byłem a teraz mnie nie ma. Troche ludzi mnie wypytuje gdzie przepadłem więc uznałem, że jakos zbiorowo to wyjaśnię. Tak jakoś się potoczyło, że znalazła mnie praca, ktora jest bardzo bliska moim preferencjom zawodowym, własciwie to połaczona z zainteresowaniami w sferze zastosowań projektów graficznych dla potrzeb multimediów. Pracuję w firmie Betware (www.betware.com) w jej polskim oddziale, który sie miesci niestety w Warszawie. Betware to mała islandzka firma, ale sam przyznam obiektywnie, że o wielkim potencjale technologicznym. Firma zajmuje się tworzeniem i rozwojem oprogramowania i rozwiazan informatycznych dla potrzeb gier liczbowych i hazardowych w internecie, TV cyfrowej, telefonach komorkowych itd. Gambling Online i Live Betting mowiac fachowo. Mnie tutaj nazywają Multimedia Developer, informatyka i systemy nie są moją działką, zatem zajmuje się głownie projektami wizualnymi produktow firmy i poprawą ich jakości w sferze własnie graficznej. Jakoże malo kto przedtem o to dbał wiec.. czeka mnie spore wyzwanie by to wszystko zmienić i dac cos od siebie . Jestem jedynym człekiem na takim stanowisku, wszyscy to albo programisci: core developerzy, integration developerzy, operation itd, wiec nikt nie wie co robie, skad mam taka wiedze i chyba licza na mnie iz wiem co robię . Ma to wiecej plusów, bo nikt nade mna nie stoi, jest swoboda pracy, robota twórcza nie odtwórcza. Warszawa jako miasto to kupa syfu, ale mnóstwo tu rowerów, kurierów rowerowych, sklepy poobwalane czesciami i najlepszymi markami rowerow. Jedynym minusem to ceny w sklepach niektore ;P. Usługi tu droższe sa niestety. Rower jednak w tym miescie wydaje m isie najrozsadzniejszym srodkiem komunikacji. Prezerazajace sa korki juz z rana od 9h do nieraz 11, potem szczyt od 16 do nieraz 19. Jednak trzeba miec ograniczone zaufanie do kierowców w Warszawie, troche wypadkow jest na skrzyzowaniach, rozwerzysty potraconego jeszcze nie widzialem. W czerwcu (w maju chyba nie zdołam) zamierzam sie wybrac wkoncu na Mase warszawską, czasowo zmienili miejsce startu z racji remontu Krakowskiego Przedmiescia. Bede musiał sie wczesniej zwinac z pracy zeby zdarzyć Pozdro | |
|
| |
dobrze, że autor wątku jest już zadowolony, ale podsumuję olsztyńską ofertę, bo nie wiadomo czy to się jeszcze komuś nie przyda... od razu zapowiadam, że to bardzo subiektywne podsumowanie. nie będę reagował na komantarze i opinie do mojego posta, bo mi się pewnie nie będzie chciało czytać, że w serwisie to komuś dętkę zamiast opony założyli albo z pośpiechu nasmarowali także klocki hamulcowe... - Arpis /Piłsudskiego; na górce w okolicy Uranii/- dobry, sprawny serwis, dobre ceny w sklepie, czego nie ma na sali można bez problemu zamówić z katalogu, fachowa obsługa Do tego jest hurtownia na Budowlanej, w której czasem mają rzeczy nieobecne na półkach w sklepie. - salon Czesława Ciućkowskiego /Lubelska; przy trasie na Barczewo/ ogromny wybór na miejscu, najwyższe ceny, o obsłudze juz napisano, z serwisu nie korzystam, bo do tanich nie należy (no i uszkodzony rower na te miejskie opłotki wieźć...) - Centrum Rowerowe /Sikorskiego; naprzeciwko Reala+Media Markt/ dobre ceny (zawsze pytać o rabaty!), miła obsługa, w miarę sprawne zamawianie z katalogu, serwis ok, chociaż nie jest bardzo szybki. mają kilka rowerów do wypożyczenia. - Deręgowski Sport /Kołobrzeska/- serwis dobry, choć nie najtańszy, wybór wśród rowerów średni, akcesoriów mało, obsługa fachowa i sympatyczna, możliwość testowania sprzętu. Na reklamach widziałem, że mają biki do wypożyczenia. - Arkus /Piłsudskiego; Ostrzeszewo; za Michelin na Klebark/- ot, taki sobie sklep z kilkunastoma klamotami i częściami. nigdy nic tam nie kupiłem, bo nie mieli czego szukałem... - sklep bezcłowy na Zatorzu /Limanowskiego/- trochę bardzo tanich, niskiej jakości części i akcesoriów. warto odwiedzić, żeby się o tym przekonać albo... złożyć tani, miejski sprzęt na zimę. - olsztyński sklep internetowy na krank.pl- wszystko w jak najlepszym porządku, ale są tam tylko rzeczy bardzo specjalistyczne. - stoisk rowerowych w marketach nie polecam! ze względu na zagrożenie zdrowia i życia podczas korzystania z ich "wynalazków". pozdrower![/img] | |
| Regulamin | |
Część I: Zasady ogólne 1. Forum służy do wymiany poglądów. Wymagamy tolerancji dla poglądów i opini innych. 2. Zabronione jest propagowanie treści niezgodnych z polskim prawem tj. pornografia, faszyzm, nazim etc. 3. Zabronione jest umieszczanie niechcianych treści reklamowych. Wyjątkiem są np. aukcje internetowe czy posty o sklepach rowerowych. 4. Zabronione jest używanie we wszystkich częściach forum (tematy, posty, shoutbox) słów niecenzuralnych i powszechnie uznawanych za obraźliwe oraz gróźb. 5. Duże litery są traktowane jako krzyk. A nikt nie lubi krzykliwych ludzi. Używaj ich tylko wtedy, gdy to konieczne. 6. Zdjęcie zamieścić można tylko za zgodą osób na nim obecnych (nie dotyczy zdjęć które zostały wcześniej opublikowane w internecie). Część II: Pisanie postów 1. Staramy się pisać bez błędów ortograficznych i interpunkcyjnych. Pamiętaj, że istnieje przecinek i spełnia jakąś funckję! 2. Zabranione jest pisanie postów rażąco krótkich, np. "tak", "ok" czy zawierających tylko emotikonkę. Post krótszy niż 20 znaków nie zostanie przyjęty! 3. Zabronione jest cytowanie w całości poprzedniego posta. Staraj się cytować wybranymi fragmentami, nawiązując następnie do przedstawionego cytatu. 4. Pisanie postów jednym ciągiem nie jest mile widziane - zaczynając nową myśl wstaw podwójny znak nowej linii. 5. Zabronione jest pisanie dwóch lub więcej postów pod sobą. Używamy opcji edycji poprzedniego posta. 6. W razie napisania przez przypadek posta bez zalogowania należy napisać go jeszcze raz będąc zalogownym, a moderatorzy usuną poprzedni. 7. Szczegółowe zasady pisania postów znajdują się w temacie "Jak pisać..." w konkretnym dziale. 8. W przypadku wklejania zdjęcia/grafiki jego szerokośc nie powinna przekraczać 550 pikseli tak aby nie utrudniała przeglądania forum użytkownikom z mniejszymi monitorami. Część III: Pisanie tematów 1. Tematy należy zakładać w odpowiednich działach. 2. Tematy niepasujące do żadnego działu należy umieszczać w dziale "Hyde-Park". 3. Tematy powinny być przejrzyste i jasno informować co znajduję się w środku. 4. Szczegółowe zasady zakładania nowego tematu znajdują się w temacie "Jak pisać..." w konkretnym dziale. Część IV: Kary za łamanie regulaminu 1. Upomnienia, edytowanie postów w ostateczności usuwanie. 2. Kiedy ktoś wyjątkowo się narazi, istnieje możliwość blokady konta (nawet usunięcia!) lub zablokowanie adresu IP. Część V: Profil użytkownika (dodane - II poprawka) 1. Każdy powinien posiadać tylko jedno konto. 2. Mile widziane jest podanie jak największej liczby danych personalnych (nr. GG bardzo mile widziany). 3. Kwestia podpisów: a) Podpis powinien być krótki i treściwy. b) Nie powinna się tam znajdować duża grafika, kolorowy tekst, ani materiały zabronione na tym forum (patrz wyżej). c) W podpisie możemy umieścić link do swojej strony internetowej, numeru lub adresu e-mail lub nietypowego komunikatora (np, Jabber), d) Jeśli robisz coś co może być przydatne innym użytkownikom tego forum możesz tam umieścić krótkie ogłoszenie, np: "Tanie części rowerowe - kontakt GG". e) Nie stosujemy dużych liter Część VI: Dodatkowe uwagi (dodane - I poprawka) 1. Pamiętajmy o zasadach formatowania tekstu! Po każdym znaku przestankowym dajemy spację! 2. Staraj się używać polskich liter, szczególnie, gdy wyraz bez nich może mieć kilka różnych znaczeń. Wszycy użytkownicy są zobowiązani do przestrzegania wyżej zamieszczonego regulaminu! Historia zmian: 19 I 2005 - pierwsza poprawka [Speedy] 30 I 2005 - druga poprawka [Speedy] 11 II 2005 - trzecia poprawka [macus] Autor: macus Poprawione przez Speedy | |
| DO KOGOS KTO SIE ZNA NA ROWERACH | |
Witam, jak już niektórzy forumowicze pewnie wiedzą pracuje tutaj w sklepie rowerowym jako sprzedawca i mechanik rowerowy. Co prawda my nie sprzedajemy tego typu tanich rowerów w naszym sklepie, ale jako kolarz i mechanik z wieloletnim doświadczeniem moge powiedzieć że: Rower na stronie internetowej argos'a w linku który podałeś nie należy niestety do rowerów o przyzwoitej jakości. Jedno co jest pewne to to ,że wyglada ładnie jak większość tanich rowerów. Ładnie pomalowane w barwne kolory - i oto chodzi! Przeciętny klient(amator) to wzrokowiec, więc takie rowery mają branie. Niestety najczęściej poza barwną kolorystyką rowery te wypozsażone są w słabej jakości osprzęt, co w niedalekiej przyszłości po zakupie wiąże się z problemami i najczęściej wydatkiem. Oczywiści każdy kupuje to co chce i co mu sie podoba , ale z praktycznego punktu widzenia kupujac rower musimy pamiętać o rzeczach najwazniejszych czyli: -rozmiar roweru dostosowany do naszego wzrostu (uwaga:różne firmy różnie mierzą) -zastosowanie roweru ,czyli gdzie będę najczesciej na nim jeżdził(rodzaj terenu) i jak często będzie eksploatowany - jakóść osprzętu- bardzo ważna jest jakść kół (szczególnie kiedy twoja waga przekracza 80kg) hamulce oraz przeżutki, Resztę można potraktowac z mniejszą uwagą - dostępność części zamiennych A oto jakbym bardziej obrazowo sklasyfikował cenowo rowery dostępne na rynku: ≤130£ - urządzenie roweropodobne , najczęściej na stalowej ramie-ciężkie, osprzęt bardzo słabej jakości, niebezpieczne w urzytkowaniu(uwaga na dzieci!), 130÷250£- w zależności od ceny można juz trafić na rower przyzwoity jakościowo, pod warunkiem , że bedzie to rower z przeznaczeniem do jazdy rekreacyjnej, nie agresywnej, w łagodnym terenie; Żywotność takiego roweru będze zależała od tego jak często i w jakich warunkach bedzie eksploatowany , i od serwisu 250÷600£- to rowery z przyzwoitej półki jakościowej, ale cały czas amatorskiej,możemy juz liczyć nawet na hamulce hydrauliczne w zależości od ceny i modelu, rowery z tego przedziału sprawdzaja sie w trudniejszych warunkach i przy częstrzym uzytkowaniu 600÷1000£- to rowery które warunkowo zaliczyłbym do półki profesjonalnej, osprzęt dobrej jakości, nadają sie do bardziej wymagajacej jazdy w terenie, wytrzymałe, lekkie 1000£ wzwyż- to rowery profesjonalne, Dolna granica cenowa w tym przedziale to rowery dla mniej wymagających lub mniej zamożnych profesjonalistów, Górna granica tego przedziału ,kóra siega do kilku tyś £, to rowery dla zawodników teamów kolarskich-ludzi ,kórzy na codzień sie ścigaja i z tego żyją. Ale to także amatorzy, którzy poprostu lubia ten sport i maja kasę. PS: W razie pytań lub problemów z rowerami dzwońcie lub piszcie tel: 07874003433 gg:1464312 | |
|
| |
To tylko takie małe zboczenie Jesteś rowerzystą górskim, jeżeli... 1. Twoje pojęcie zabawy to 10 km pod górę przez kamienie i korzenie, a następnie zjazd na sam dół. 2. Bronisz się przed zarzutami skierowanymi przeciw twojemu rowerowi wcześniej, niż przeciw matce. 3. Wykąpiesz się raczej ze swoim rowerem niż z dziewczyną. 4. Mieszkanie masz nie posprzątane, w lodówce pusto, ale rower za 30 milionów. 5. Sądzisz że święta to kolejna okazja by dostać jakieś akcesoria rowerowe. 6. Nie chcesz kabrioletu, bo nie nadaje się do przewożenia roweru. 7. Dostajesz zwrot pieniędzy z podatku, i pierwszą rzeczą o jakiej myślisz to zakup nowych części (zamiast na przykład oddać pożyczone pieniądze rodzicom). 8. Twoja definicja doskonałego partnera - jeździ na rowerze. 9. Ty i twój rower macie te same nawyki, a ty jeszcze się dziwisz że jesteś bez partnera. 10. Nazywasz swoje zwierzę nazwą firmy rowerowej (mój kumpel nazwał psa Mavic). 11. Mieszkasz w domu rodziców, jesz ich jedzenie, pożyczasz pieniądze, a wciąż stać cię na posiadanie 4 rowerów. 12. Nie potrafisz zrozumieć pojęcia uroku spaceru w lesie. 13. Gdy spotykasz w lesie niedźwiedzia, nie wiesz czy stanąć z przodu, czy z tyłu roweru. 14. Poważnie rozważasz szybciej skończyć pracować, przy mniejszej emeryturze, mając na myśli więcej czasu na jazdę na rowerze. 15. Lubisz obserwować brud spływający ze strumieniem prysznica po przejażdżce. 16. Nigdy nie będziesz modelem, gdyż twoje nogi mają setki blizn, zadrapań i ran. 17. Ktoś mówi "Och! To musiało boleć!" na widok twojej ostatniej rany, a ty odpowiadasz "Powinieneś to zobaczyć, było super... właśnie byłem na wąskiej dróżce, i...". 18. Wybierasz miejsce zamieszkania na podstawie ilości dostępnych tras. 19. Kiedy zaczynasz się z kimś spotykać, próbujesz wyobrazić sobie, jaki rower powinien kupić, żebyście mogli jeździć razem. 20. Kiedy ktoś z kim chcesz się umówić twierdzi, że 2000 zł wydane na rower to o wiele za dużo, a ty rozważasz, czy się z nim nie umawiać, bo przecież i tak tego nie zrozumie! 21. Myślisz że czerwona rama, niebieska kierownica i zielone opony są dopasowane kolorystycznie, lub że przynajmniej wyglądają super. 22. Kiedy ktoś w pracy pyta o imię twojej miłości, mówisz "Cannondale". 23. Kiedy spędzasz więcej czasu w internecie na stronach rowerowych niż ze zdjęciami panienek. 24. Myślisz że świetne miejsce na randkę w ciemno to twoja ulubiona trasa. 25. Wiesz, jak rozłożyć swój rower, ale nie masz pojęcia jak naprawić samochód. 26. Myślisz, że obcisłe spodenki na innym facecie wyglądają świetnie. 27. Myślisz, że mieć rower droższy od swojego samochodu jest OK. 28. Twój najlepszy zegarek to monitor pracy serca. 29. Wydajesz dwa razy więcej pieniędzy na samą ramę niż "normalni" ludzie na cały rower. 30. Jeszcze raz - wydajesz więcej pieniędzy na widelec niż "normalni" na cały rower. 31. Myślisz o usprawnieniach nowego widelca zanim jeszcze dotrze do ciebie w przesyłce. Poczta, szybciej! Chcę mój widelec! 32. Masz więcej strojów rowerowych niż garniturów. 33. Zbliżając się samochodem do czerwonego światła automatycznie robisz ten dziwny skręt stopą, by się wypiąć z SPD. 34. Sądzisz że normalnym jest podziwiać muskuły w nogach innego faceta. 35. Odwołujesz spacer rodzinny z powodu ulewy, ale pędzisz na trasę, bo wiesz, że nie będzie zatłoczona. 36. Jadąc samochodem próbujesz przeskoczyć przeszkodę, zamiast, na przykład, przyhamować. 37. Dbasz o każdy gram! 38. Zestawiasz kolorystycznie bidon i koszulkę. 39. Możesz mówić o Cr-Mo, Ti i Alu, jakby byli twoimi najlepszymi przyjaciółmi. 40. Jedyne liczby, które znaczą dużo, to rozmiar twojej ramy, twoje maksymalne tętno i numer szosy do najlepszego szlaku. 41. Nazywasz swój rower "rumakiem". 42. Masz w pracy zdjęcie swojego roweru obok zdjęcia dziewczyny. 43. Twoja dziewczyna mówi "Następnym razem, jak pójdziesz na rower - zostawiam cię", a ty odpowiadasz, że będziesz za nią tęsknił. 44. Wracasz do domu usmarowany błotem, twoja dziewczyna mówi "Jesteś obrzydliwy!", a ty się wtedy uśmiechasz 45. Opowiadasz ludziom w pracy o spektakularnych wypadkach na trasie, pokazujesz im blizny, a oni nazywają cię "szalonym". 46. Chodzisz często do piwnicy oglądać swój rower i zastanawiasz się co możesz zrobić, choć działa perfekcyjnie. 47. Skrzywdziłbyś raczej siebie niż swój rower. 48. Twoje kolana i łokcie są pełne blizn z tras i uważasz je za punkt honoru. 49. Błoto cię ekscytuje. 50. Twoje główne źródło białka to połknięte muchy. 51. Zgubiłeś but SPD w jeziorze. 52. Skasowałeś mechanika rowerowego krzycząc "To twoja wina!". 53. Zeskoczyłeś z półtorametrowego progu z powodu zakładu o pieniądze i nie przyjąłeś ich. 54. Liczysz sklepy rowerowe w miejscu, gdzie szef chce cię przenieść, zanim jeszcze zastanowisz się nad wynikająca z tego podwyżką. | |
| KORKI KOMUNIKACYJNE w Warszawie. Jak je ograniczyć? | |
Co z tego, że sieć kolejowa jest rozwinięta, skoro wskutek niedoinwestowania nie jest właściwie wykorzystywana? Zamiast wydawać forsę na nowe drogi, połóżmy najpierw proste tory w miejsce krzywych, Ależ to jest właśnie robione. wyremontujmy stacje, To jest NIE robione i wielką winę za to ponoszą też władze miasta. Pojedźmy na dowolny przystanek kolejowy. Obskurne perony, często brak zadaszenia, miejsca zwykle oddalone od cywilizacji, że strach pójść tam samemu, a napewno po zmroku. A sprawa jest prosta do rozwiązania - Warszawa powinna przejąc te tereny od PKP (bo PKP nie ma kasy by przystanki zmodernizować), nawet kosztem kilkuset milionów złotych. Potem ogłosić przetargi na modernizację przystanków. Wiele firm by się znalazło, by wyłozyć własne pieniądze w zamian za czerpanie zysków. O co chodzi? - sprawa jest dla mnie oczywista. Widuje się to w cywilizowanych krajach - przystanek kolejowy jest przy okazji mini centrum handlowym, gdzie są sklepy, knajpki, hoteliki, itp. Gdybyś dojeżdżał do pracy koleją, gdzie byś robił niezbędne ci zakupy? Bo ja właśnie po drodze w sklepach na stacji kolejowej. Nie musiałbym potem specjalnie łazić już gdzie indziej. Do tego do wielu przystanków kolejowych w Warszawie powinny byc doprowadzone zbudujmy nowe stacje tam, gdzie są potrzebne, kupmy _nowe i sprawne_ pociągi. Piszesz "kupmy", "zbudujmy". To da wymierne korzyści komunikacyjne bez dewastacji przestrzeni i środowiska. Piszesz, jak ostatni ekolog - oszołom. A przeciez nim nie jesteś. OK, ale czemu twierdzisz, że należy to zrobić _po_ zbudowaniu dróg? Ja To był odnośnik do Karlsruhe. Tam od wielu lat mają nowoczesne trasy drogowe, a teraz promują komunikację masową. Czytaj to, co piszę, ale w powiązaniu z tym, do czego się odnoszę. Inaczej wyrywasz wszystko z kontekstu. Ja i wszyscy w SISKOM uważamy, że w Warszawie nalezy rozwijac WSZYSTKIE formy komunikacji. Metro, tramwaje, autobusy, kolej, rowery, ale i trasy samochodowe. Sylaba -KOM w SISKOM odnosi sie do KOMunikacji. Nie ograniczamy się jedynie do tras samochodowych. Niedługo na naszej stronie stworzymy osobny dział na komunikację masową. Właśnie zbieramy niezbędne materiały, które niedługo zamieścimy na stronie internetowej. Byłeś na poniedziałkowo-wtorkowej konferencji na temat komunikacji masowej i wizji jej rozwoju? Nie uwazamy więc, ze coś należy rozwijac "przed", czy "po". Należy to robić Inne nowe trasy bezkolizyjne w Warszawie to też nowe linie autobusowe. Południowa Obwodnica Warszawy to z kolei łatwy dojazd do stacji metra dla Widzisz więc, że robisz błąd w rozumowaniu, ze coś wpierw, a coś później. | Poza tym przy budowie lub modernizacji nowych tras drogowych buduje się Przecież można je budowac bez budowy/modernizacji dróg samochodowych, czyż Można. Tyle, że przy okazji modernizacji lub przy budowie nowych tras wychodzi taniej to zrobić. Czy wyobrażasz sobie ściezkę rowerową wzdłuż Trasy Siekierkowskiej bez Trasy Siekierkowskiej? Poza tym w wielu przypadkach przesadzacie ze swoimi wymaganiami i nachalnością. Mam wielu znajomych wśród rowerzystów. I nikomu jakoś nie przeszkadzają ścieżki z kostki. W wielu przypadkach domagacie się budowy ściezek kosztem głownych ulic, czy chodników, gdy tymczasem na danym szlaku wiedzie tuż obok pusta uliczka. Przykłąd? - widuję rowerzystów na Al.Niepodległości. Tam brak ścieżek rowerowych. Tylko ze pomiędzy Niepodległości, a Puławską wiedzie pusta Kazimierzowska. Gdybym miał jechac rowerm w relacji N-S jechałbym własnie tą ulicą, a nie ostetacyjnie ruchliwą ulicą główną. | Jakby policzyc ile przez ostatnie 10 lat przybyło w Warszawie kilometrów A przez ostatnie 50 lat? Nadal wynik jednoznaczny? A ostatnie 1000 lat? Posłuchaj - główny run motoryzacyjny mamy od początku lat 90-tych i od tego momentu można się targować. Wracanie do czasów stalinowskich jest zupełnie bez sensu, tym bardziej, ze 50 lat temu po Warszawie kursowały jeszcze fury z węglem. | |
| MS ujawnia protokoly | |
epsilon$ while read LINE; do echo "$LINE"; done < "Sławomir Januszkiewicz" | A w żadnym wypadku. Autostrady to nie środek miasta. | U nas generalnie jest kiepsko z autostradami, obwodnicami itp. Stąd | często ruch tranzytowy w miastach. Niestety. To w ogóle jest jakaś paranoja. To są wieloletnie zaniedbania, zapóźnienie i myślenie, że może da to się rozwiązać w jakiś inny sposób. Infrastrukturę mamy do d4 i długo trzeba gonić. Przydałoby się wykopać chodźby PKP-PLK w obecnym kształcie itp. | Daruj, ale tego typu rozwiązania (choć często nieformalne) obowiązują w | wielu krajach. Porównaj sobie też kwestię traktowania czerwonego światła | dla pieszych w różnych krajachg. | Porównaj infrastrukturę w różnych krajach. No to niech ludzie dostosują liczbę samochodów do infrastruktury może, Jasne :-I nagle stanie się ona niepotrzebna. Poza tym, IIRC Warszawa ma jeden z większych współczynników wyasfaltowania w Europie. A co mnie Warszawa. Ja widzę Trójmiasto. I należałoby jeszcze wylać trochę asfaltu pod parkingi na obrzeżach, węzły przesiadkowe, obwodnicę południową i wiele innych rzeczy. Potem mozna myśleć o wprowadzaniu ograniczeń, jak będzie zaplecze by ruch zatrzymać na obrzeżach, a istniejący i konieczny gdzie przenieść. Ale w Polsce wszysko od d4 strony się zaczyna. BTW. Odpowiedzialnego za projekt układu ścieżki rowerowej w okolicach skrzyżowania Pomorskiej z Grunwaldzką i Opacką w Gdańsku to bym za jaja powiesił a potem dokonał innych czynów haniebnych. Nie przypuszczam, że w DC jest lepiej. | I co ważniejsze. Porównaj z jaką prędkością zbliża się do przejścia, | przejazdu rowerzysta, a z jaką pieszy. No doprawdy. A porównaj prędkość, z jaką zbliża się do skrzyżowania Przy założeniu, że samochód zbliża się z prędkością dozwoloną (albo nawet ustaloną) kierujący ma znacznie mniej czasu by zareagować na rowerzystę niż pieszego. Stąd osobe znaki ostrzegawcze o ścieżkach itp. Rozwiąż równania ruchu wstecz od momentu hipotetycznej kolizji. | Poza tym rowerzysta na przejściu w godzinach szczytu, wśród pieszych | pędzących np. do tramwaju to też debilny pomysł. Etam. Zwykle tacy mają instynkt samozachowawczy i jeżdża "po Moje obserwacje wskazują na coś innego. Rowerzyści na polskich drogach to takie same buraki i idioci jak kierowcy, czy też piesi. Żadna z tych grup w swym ogóle nie potrafi się zachować i żadnej nie powinny przysługiwać ulgi w traktowaniu. | Pełna zgoda. Tylko niech to działa także w odniesieniu do rowerzystów. | A właśnie, że nie. Chyba, że znacząco zliberalizujemy przepisy odnośnie | rowerzystów (i pieszych też). Cały czas mówię, rzecz jasna, o warunkach | miejskich. | Jasne - rowerzyści - święte krowy. Daruj. Owszem, należy promować transport rowerowy. Porównaj sobie na przykład Tylko promuje się go debilnymi hasełkami i akcyjkami. Od przejazdópw po przejściach dla pieszych ważniejsze są choćby parkingi (przechowalnie dla rowerów) pod dachem (a dobrze gdyby strzeżone) w centrach handlowych, kinach i tym podobnych miejscach). W Gdańsku znam dwa takie miejsca (jedno bezpłatne i strzeżone). Ale to nie tak medialne jak przejazd kolumny przez zakorkowane centrum, więc po co o tym wspominać. Ech. | Jasne :-. Mieszkańcy niech pomykają z kapcia. A karetki między 18 a | 4.30. I jeszcze zapłać ze swojej kieszeni za nadgodziny i pracę po | nocach dostawcom i osobom przyjmującym towar do sklepów, mistrzu od | efektów zewnętrznych. | Karetki to zupełnie inny przypadek i o tym doskonale wiesz. A korzyści i | tak będą ze względu na znaczące przyśpieszenie czasu przejazdu przez | miasto, zmniejszenie wypadkowości itd. | I podniesienie cen w okolicznych sklepach. Etam. Co e tam? Myślisz, że sklepikarz ograniczy i tak niewielki zysk. Zapłacisz z własnej kieszeni ZUS + nadgodziny pracownikowi? Zaplacisz kurierowi, dostawcy etc? Zastrzeż, że kurierzy z Twoimi ksiązkami czy innym szpejem ze sklepów internetowych mają dowozić Ci zakupy między 22 a 6 bo w innych godzinach chcesz dojazd tylko rowerem (i zamów lodowkę albo plazmę). Masz praktyczne doświadczenie z własnym interem czy tylko piękne teorie? | A jak Kowalski chciałby o | 14 wypróbować z Kowalską nowo zakupione łóżko to też przewiózby je | MANem, Solarisem czy Ikarusem albo 105tką. Albo po 22, a on napalony z | lekka. Doprawdy. A jakby Kowalski chciał wypróbować nowo zakupione Ferrari... Przeginasz. A jakby chciał wybróbować nowy rower i skoczył na nim z wiaduktu? Debilizm jest powszechny i nie zależy od środka lokomocji używanego przez kretyna. Nuter | |
| MS ujawnia protokoly | |
epsilon$ while read LINE; do echo "$LINE"; done < "Sławomir Januszkiewicz" | A w żadnym wypadku. Autostrady to nie środek miasta. | U nas generalnie jest kiepsko z autostradami, obwodnicami itp. Stąd | często ruch tranzytowy w miastach. Niestety. | To w ogóle jest jakaś paranoja. To są wieloletnie zaniedbania, zapóźnienie i myślenie, że może da to się rozwiązać w jakiś inny sposób. Infrastrukturę mamy do d4 i długo trzeba gonić. Przydałoby się wykopać chodźby PKP-PLK w obecnym kształcie itp. No, PLK akurat usiłuje coś robić (chociaż, jak na peelkę przystało, idzie to średnio). | Daruj, ale tego typu rozwiązania (choć często nieformalne) obowiązują w | wielu krajach. Porównaj sobie też kwestię traktowania czerwonego światła | dla pieszych w różnych krajachg. | Porównaj infrastrukturę w różnych krajach. | No to niech ludzie dostosują liczbę samochodów do infrastruktury może, | co? Jasne :-I nagle stanie się ona niepotrzebna. Aż tak dobrze, to nie będzie. | Poza tym, IIRC Warszawa ma jeden z większych współczynników | wyasfaltowania w Europie. A co mnie Warszawa. Ja widzę Trójmiasto. I należałoby jeszcze wylać trochę asfaltu pod parkingi na obrzeżach, węzły przesiadkowe, obwodnicę południową i wiele innych rzeczy. Potem mozna myśleć o wprowadzaniu ograniczeń, jak będzie zaplecze by ruch zatrzymać na obrzeżach, a istniejący i konieczny gdzie przenieść. Ale w Polsce wszysko od d4 strony się zaczyna. Owszem, tranzyt należy z miasta wykopać, śródmieście zamknąć i będzie spokój. (tak, ciężko zamknąć śródmieście, jak główny szlak tranzytowy przez nie przechodzi) BTW. Odpowiedzialnego za projekt układu ścieżki rowerowej w okolicach skrzyżowania Pomorskiej z Grunwaldzką i Opacką w Gdańsku to bym za jaja powiesił a potem dokonał innych czynów haniebnych. Nie przypuszczam, że w DC jest lepiej. Jak myślisz, skąd się wzięło określenie "śmieszki"? | I co ważniejsze. Porównaj z jaką prędkością zbliża się do przejścia, | przejazdu rowerzysta, a z jaką pieszy. | No doprawdy. A porównaj prędkość, z jaką zbliża się do skrzyżowania | samochód. Wystarczy się rozejrzeć. Przy założeniu, że samochód zbliża się z prędkością dozwoloną (albo nawet ustaloną) kierujący ma znacznie mniej czasu by zareagować na rowerzystę niż pieszego. Stąd osobe znaki ostrzegawcze o ścieżkach itp. Rozwiąż równania ruchu wstecz od momentu hipotetycznej kolizji. Przy założeniu, że samochód zbliża się z prędkością dozwoloną, kierujący ma znacznie mniej czasu by zareagować na samochód, niż rowerzystę. Jakoś nie ma postulatów, żeby przez skrzyżowanie biegły pasy i żeby samochody przez skrzyżowanie przepychać. To nie kwestia "techniczna", to kwestia mentalności. | Poza tym rowerzysta na przejściu w godzinach szczytu, wśród pieszych | pędzących np. do tramwaju to też debilny pomysł. | Etam. Zwykle tacy mają instynkt samozachowawczy i jeżdża "po | zewnętrznej". Moje obserwacje wskazują na coś innego. Rowerzyści na polskich drogach to takie same buraki i idioci jak kierowcy, czy też piesi. Żadna z tych grup w swym ogóle nie potrafi się zachować i żadnej nie powinny przysługiwać ulgi w traktowaniu. Oczywiście, w każdej grupie znajdują się też kretyni. Co nie zmienia cech samych środków transportu. | | Pełna zgoda. Tylko niech to działa także w odniesieniu do rowerzystów. | A właśnie, że nie. Chyba, że znacząco zliberalizujemy przepisy odnośnie | rowerzystów (i pieszych też). Cały czas mówię, rzecz jasna, o warunkach | miejskich. | Jasne - rowerzyści - święte krowy. Daruj. | Owszem, należy promować transport rowerowy. Porównaj sobie na przykład | kongestię generowaną przez różne środki transportu. Daleko z przodu | zbiorkom, potem rower, daleko z tyłu indywidualny transport | samochodowy. Że o innych czynnikach nie wspomnę. Tylko promuje się go debilnymi hasełkami i akcyjkami. Od przejazdópw po przejściach dla pieszych ważniejsze są choćby parkingi (przechowalnie dla rowerów) pod dachem (a dobrze gdyby strzeżone) w centrach handlowych, kinach i tym podobnych miejscach). W Gdańsku znam dwa takie miejsca (jedno bezpłatne i strzeżone). Ale to nie tak medialne jak przejazd kolumny przez zakorkowane centrum, więc po co o tym wspominać. Ech. To teraz, skoro uważasz Masę (bo o niej pewnie piszesz) za debilną i zapychającą miasto, wyobraź sobie, że każda z tych osób wsiada w samochód osobowy... | | Jasne :-. Mieszkańcy niech pomykają z kapcia. A karetki między 18 a | | 4.30. I jeszcze zapłać ze swojej kieszeni za nadgodziny i pracę po | | nocach dostawcom i osobom przyjmującym towar do sklepów, mistrzu od | | efektów zewnętrznych. | Karetki to zupełnie inny przypadek i o tym doskonale wiesz. A korzyści i | tak będą ze względu na znaczące przyśpieszenie czasu przejazdu przez | miasto, zmniejszenie wypadkowości itd. | I podniesienie cen w okolicznych sklepach. | Etam. Co e tam? Myślisz, że sklepikarz ograniczy i tak niewielki zysk. Zapłacisz z własnej kieszeni ZUS + nadgodziny pracownikowi? Zaplacisz kurierowi, dostawcy etc? Zastrzeż, że kurierzy z Twoimi ksiązkami czy innym szpejem ze sklepów internetowych mają dowozić Ci zakupy między 22 a 6 bo w innych godzinach chcesz dojazd tylko rowerem (i zamów lodowkę albo plazmę). Masz praktyczne doświadczenie z własnym interem czy tylko piękne teorie? Jak pisałem, chodzi głównie o zamknięcie śródmieścia dla transportu indywidualnego. Nikt nie mówi, że nie może być wyjątków. Praktycznie we wszystkich miastach stosujących takie rozwiązania dpuszcza się np. ruch taksówek | A jak Kowalski chciałby o | 14 wypróbować z Kowalską nowo zakupione łóżko to też przewiózby je | MANem, Solarisem czy Ikarusem albo 105tką. Albo po 22, a on napalony z | lekka. | Doprawdy. A jakby Kowalski chciał wypróbować nowo zakupione Ferrari... Przeginasz. No co Ty. To Ty zacząłeś wyjeżdżać z "a jakby". A jakby chciał wybróbować nowy rower i skoczył na nim z wiaduktu? Debilizm jest powszechny i nie zależy od środka lokomocji używanego przez kretyna. Owszem. Ale możliwe szkody są cokolwiek różne. | |
| Zagrożenie dla ptaków ! ! ! | |
Z dedykacją dla Piotra U. : Joanna Podgórska 05 września 2007 20 uprzejmości, które każdy może uczynić dla natury Ekologia w dojrzałych demokracjach stała się kwestią manier. Dobrze wychowany człowiek nie wyrzuci plastikowej butelki, gdzie popadnie i nie będzie mył samochodu na brzegu rzeki. Ma nawyk sortowania śmieci, uważniej czyta etykiety i nauczył się oszczędzać wodę i prąd. To program minimum. Drobne codzienne ekodecyzje, pomnożone przez miliony, nabierają globalnego znaczenia. Czekamy na Wasze głosy i przykłady jak Wy radzicie sobie z ekologią w codziennym życiu. Gdy przyjeżdżam do Polski, najbardziej uderza mnie brak poczucia estetyki: śmieci porozwalane przy zsypach, porozjeżdżane trawniki, puszki i butelki w lasach – opowiada Robert Alda, plastyk, mieszkający od kilkunastu lat w Norwegii. – Oczywiście zdarza się i w Norwegii, że powstają dzikie wysypiska śmieci, ale wówczas ludzie robią potworny raban, wybucha afera w lokalnej prasie. Żeby sprawdzić, jak sprawy mają się w Polsce, wystarczy wejść do pierwszego z brzegu lasu. Inna sprawa, że zachowania proekologiczne w wielu przypadkach sprowadzają się do ograniczania konsumpcji. „Żyj prosto. Konsumuj mniej. Myśl więcej” – to puenta okładkowego artykułu w amerykańskim magazynie „Time” na temat globalnego ocieplenia. Takie wezwania nie brzmią dobrze dla Polaków, którzy mają za sobą lata peerelowskiej ascezy. Nie chcą rezygnować z darmowych reklamówek w supermarketach, bo to był kiedyś towar deficytowy. Wyliczenia „Time’a”, że przejście jednej osoby na wegetarianizm ogranicza emisję gazów cieplarnianych o półtorej tony rocznie, robią wrażenie, ale mogą nie przekonać do rezygnacji z befsztyka ludzi, którzy pamiętają kartki na mięso. Jest jeszcze jeden problem. – Trudno chronić środowisko w rozwarstwionym społeczeństwie – mówi Dariusz Szwed, współprzewodniczący partii Zieloni 2004. – Biednych na to nie stać, nuworysze mają potrzebę obnoszenia się ze swoim bogactwem. W czasach, gdy rosną ceny benzyny, centra są szczelnie zakorkowane, a cały świat trąbi o emisji dwutlenku węgla, w Polsce wybuchła absurdalna moda na terenowe samochody używane w miastach. Przez mazurskie jeziora przepływają z rykiem potężne motorówki, a modnym sposobem spędzania czasu są leśne przejażdżki quadami i motorami crossowymi, które płoszą zwierzęta i masakrują roślinność. Bardzo wiele zależy od władz, które choćby poprzez politykę podatkową mogą sprawić, że zachowania proekologiczne stają się opłacalne. Norwegia wprowadziła na przykład bardzo duże zniżki dla nabywców samochodów z silnikiem hybrydowym. W Londynie obowiązują opłaty za wjazd samochodem do centrum, o wiele wyższe dla samochodów terenowych. W Irlandii wprowadzono drobną opłatę za foliowe reklamówki i w ciągu kilkunastu tygodni ich zużycie spadło o 90 proc. Dla większości polskich polityków ekologia jest, niestety, rodzajem szkodliwej fanaberii, a odpowiednie ustawy głosują dopiero przyduszeni prawem unijnym, ale i bez nich zachowania proekologiczne mogą się na dłuższą metę opłacać. Wiadomo, sam człowiek oczyszczalni ścieków nie wybuduje. Coś jednak może zrobić. 1 Ociepl swój dom – Zasada brzmi: im mniej energii, tym mniej emisji – mówi Dariusz Szwed. – Dlatego najlepiej zacząć od porządnego ocieplenia domu. Starsze polskie budynki są pięcio-, sześciokrotnie bardziej energochłonne niż średnia europejska. W to warto inwestować, bo to się w prosty sposób przekłada na rachunki. Istnieje Fundusz Termomodernizacyjny, do którego wspólnoty mieszkaniowe i indywidualni właściciele domów mogą zwracać się o pomoc przy wymianie okien, ocieplaniu ścian, piwnic, izolowaniu dachów czy zmianie systemu wentylacji. Zgodnie z unijnym prawem, od 2009 r. każdy dom będzie musiał mieć ekoetykietę określającą zużycie energii, dołączaną do aktu notarialnego. W Europie coraz popularniejsze stają się tak zwane domy pasywne (u nas także jest już taki pod Wrocławiem), które ograniczają zużycie energii do minimum, wykorzystując nowoczesne technologie izolacyjne oraz pompy cieplne, panele słoneczne, wymienniki ciepła w wentylacji. Powstają już projekty domów zero emisyjnych, które są energetycznie całkowicie samowystarczalne. Są to drogie technologie, ale pozwalają oszczędzać na rachunkach. 2 Wymień żarówkę Prostym sposobem zmniejszenia zużycia energii jest wymiana żarówek na energooszczędne. Początkowo jest to inwestycja, bo są one kilkakrotnie droższe od zwykłych, za to zużywają czterokrotnie mniej energii i działają osiem razy dłużej. Całkowita wymiana tradycyjnych żarówek na nowoczesne w krajach Unii Europejskiej ograniczyłaby roczną emisję CO2 o 20 mln ton, a zaoszczędzona energia to mniej więcej roczna produkcja 25 elektrowni średniej wielkości. 3 Kupuj sprzęt z literką A Zgodnie z unijnym prawem, wszystkie sprzedawane sprzęty AGD i źródła światła muszą mieć etykietę energetyczną. Są to paski w kolorach od czerwonego do zielonego, oznaczone literami od A do G. Czerwony G oznacza sprzęt najbardziej energochłonny, zielony A – najbardziej efektywny. System na tyle się sprawdził, że producenci zaczęli sami śrubować normy i pojawiły się oznaczenia A+ i A++. Oznaczona znakiem A++ lodówka może zużywać nawet czterokrotnie mniej prądu niż zwykła. 4 Wyłączaj komputer Zużycie domowej energii w dużej mierze związane jest z nawykami. Warto wyrobić sobie zwyczaj wyłączania niepotrzebnych świateł i nieużywanych aktualnie urządzeń. Pracujące w trybie stand by komputery, telewizory czy nagrywarki mogą pochłaniać nawet 80 proc. zużywanego w domu prądu. Według wyliczeń organizacji ekologicznej WWF Polska, wyłączenie połowy urządzeń pracujących w trybie czuwania pozwoliłoby zaoszczędzić prawie 300 mln zł. 5 Folguj z chemią przy porządkach Podobnie rzecz ma się z wodą. Jej zużycie i stopień zanieczyszczenia w dużej mierze zależy od domowych nawyków. 75 proc. cieków wodnych w Polsce nie spełnia norm czystości WHO, a jednymi z najbardziej szkodliwych substancji, które do niej trafiają, są detergenty. Reklama narzuca paniom domu presję śnieżnej bieli i usiłuje przekonać, że każda niemal czynność wymaga innego środka czystości. Dom nie musi, a nawet nie powinien być sterylny. Wiele rzeczy wystarczy po prostu umyć w ciepłej wodzie. W Holandii popularnym zwyczajem staje się używanie do zmywania tłustych rzeczy soku z cytryny. Proszki i płyny ulegające biodegradacji są w Polsce rzadkością, ale na upartego można je kupić. Są dostępne w ekologicznych sklepach, a w sieci Bomi pojawiła się ostatnio niemiecka seria Frosch oznaczona zieloną żabką. Kupując pralkę czy zmywarkę, warto zwracać uwagę na informację, ile wody zużywa ona na cykl. Włączać ją należy wtedy, kiedy jest całkowicie wypełniona. 6 Zakręć krany Na stronach Polskiej Zielonej Sieci znajdziemy także inne rady: napraw cieknące krany, kapiący kran może w ciągu dnia zmarnować 25 l wody, bierz prysznic zamiast kąpać się w wannie, zakręcaj kran w czasie mycia zębów, pierz rzeczy, gdy są faktycznie zabrudzone, używaj sitka do zlewozmywaka, zbieraj deszczówkę. 7 Domagaj się zorganizowania segregacji śmieci Każdy Polak produkuje około 300 kg śmieci rocznie, z czego 90 proc. kończy na źle zabezpieczonych składowiskach, mimo że 70 proc. nadaje się do recyklingu. Niby prawo unijne u nas obowiązuje, a gminy mają obowiązek uchwalania planów gospodarki odpadami, ale – jak wynika z monitoringu przeprowadzonego przez Fundację Wspierania Inicjatyw Ekologicznych – część gmin się z niego nie wywiązuje (czarna lista na stronach fundacji: odpady.eco.pl/monitoring/czarne_listy.htlm). Obecnie fundacja sprawdza, czy z obowiązku wystawiania kontenerów do segregacji wywiązują się wielkopowierzchniowe sklepy. W Mazowieckiem kontrola wypadła pozytywnie w połowie sklepów. Liderami są Makro i Ikea, która ma nawet Eko Domek, centrum segregacji i system punktów za przyniesione odpady, które można wymienić np. na sadzonkę czy poczęstunek w restauracji. W Lubelskiem większość sklepów kontenerów nie miała, pozytywne wyjątki to Real i Tesco. W Łódzkiem i Małopolskiem kontenery stały w 40 proc. sklepów (liderzy to Tesco, OBI i Ikea). Upomnienia wysłane przez Fundację w większości wypadków zadziałały, dyrektorzy pojemniki wystawili, a do Fundacji przysłali pisma ze zdjęciami. Sprawy tych, którzy nie zareagowali, skierowano do Inspekcji Ochrony Środowiska. Warto znać swoje prawa i naciskać na gminne władze czy supermarkety, by rozwiązały tę kwestię. Od 2005 r. mamy prawo, kupując sprzęt elektryczny czy elektroniczny, uzyskać w sklepie informację o miejscach zbierania sprzętu zużytego. – Problem w tym, że choć niektóre gminy rozwiązują problem segregacji śmieci, robią to w idiotyczny sposób – mówi Magdalena Mosiewicz, współprzewodnicząca Zielonych 2004. – Mieszkam na Bielanach przy ulicy, gdzie są domki jednorodzinne. Każdy mieszkaniec ma indywidualnie podpisać umowę z firmą, która odbierze posegregowane śmieci. Każdy podpisał z inną i teraz przez cały tydzień ulicą jeżdżą ciężarówki, kotłując benzynę i smrodząc. Ekologia po warszawsku. Magdalena Mosiewicz wozi swoje śmieci rowerem do odległych kontenerów, ale trudno oczekiwać, by takie rozwiązanie się upowszechniło. Tak czy inaczej, warto jakkolwiek segregować śmieci niż nie segregować ich wcale. A także wyrzucać leki do specjalnych pojemników ustawionych w aptekach. To są niebezpieczne odpady. 8 Kupuj rzeczy racjonalnie opakowane Warto także zastanowić się, skąd się śmieci biorą. Co piąty śmieć w naszym kuble to opakowanie. Coraz bardziej kolorowe, atrakcyjne i coraz trudniejsze do utylizacji. Dochodzi do takich absurdów, że trzy marchewki zapakowane są w styropianową tackę okręconą folią, a herbata pakowana jest w torebki, karton i jeszcze folię. W opakowaniach kremów najwięcej miejsca zajmują ulotka i powietrze. Wybierajmy rzeczy opakowane w bardziej racjonalny sposób. Sięgając po kolejną foliową torebkę w supermarkecie, warto uświadomić sobie, że proces jej rozkładu potrwa tysiąc lat. W wielu sklepach dostępne są wielorazowe płócienne torby na zakupy. 9 Nie jedz z jednorazówek Spróbujmy unikać miejsc, gdzie jedzenie podawane jest na jednorazowych, plastikowych talerzach. 10 Wybieraj piwo w butelce, nie w puszce Jeśli chodzi o opakowania napojów, ideałem są szklane butelki zwrotne, a na drugim końcu skali – aluminiowe puszki i foliowane kartony. – Polski konsument może mieć z tym problem, bo w handlu w ogóle nie ma wody w dużych szklanych butelkach. Gdy chodzi o piwo, system sprzedaży w butelkach zwrotnych stosuje tylko jedna firma, kłopot jest także z sokami w szklanych opakowaniach, ale jakieś się zdarzają – mówi Magdalena Mosiewicz. – Osobiście całkowicie wyeliminowałam z listy zakupów napoje w puszkach, bo choć w Polsce odzysk aluminium jest bardzo wysoki dzięki zbieraczom złomu, jest to brudna technologia. Produkcja szkła wymaga piętnastokrotnie mniej energii niż produkcja aluminium. Obrazowo można to ująć tak, że wyprodukowanie tony aluminium oznacza tyle energii, ile zużywa w ciągu roku 20 rodzin. Dodatkowo jest ona źródłem toksycznych emisji i odpadów. 11 Kupuj w pobliskim sklepie Kolejna z zasad odpowiedzialnego kupowania brzmi: rób zakupy w lokalnych sklepach, oszczędzasz w ten sposób paliwo i wspierasz sąsiadów. A przede wszystkim staraj się wybierać lokalne produkty. Powstało pojęcie śladu ekologicznego, które określa, ile energii i innych zasobów trzeba było zużyć, aby dowieźć produkt na miejsce i ile zanieczyszczeń to spowodowało (petromile). 12 Kupuj raczej nasze jabłka niż chilijskie truskawki Na przykład kilogram jabłek przywiezionych do Wielkiej Brytanii z Nowej Zelandii to kilogram wyemitowanego CO2, podczas gdy kilogram jabłek lokalnych – tylko 50 g. „Owoce, które przylatują zimą z Chile olbrzymim Boeingiem 747, to totalny żart. Pomysł, że musimy mieć truskawki w styczniu, jest diabelską głupotą” – twierdzi w rozmowie z „New York Times’em” Paul Hawken, pisarz i aktywista ekologiczny. 13 Kupuj produkty Fair Trade – Człowiek codziennie głosuje portfelem. To potężna siła globalizacji, a wybierając konkretne produkty, jesteśmy odpowiedzialni za to, jaka to globalizacja – przekonuje Dariusz Szwed. Kupując ekologiczne produkty, nie tylko chronimy środowisko, ale także wspieramy finansowo firmy, które mogą w ten sposób dalej inwestować w czyste technologie. Niestety, wybór, jaki ma w tej mierze konsument polski i zachodnioeuropejski, dzieli przepaść. Na stronie ekonsument, prowadzonej przez Polską Zieloną Sieć, publikowane są rankingi firm i produktów ocenianych według kryterium wpływu na środowisko naturalne. Większość firm przyjaznych naturze jest jeszcze w Polsce nieobecna. To się zmienia, zbyt powoli, ale jednak. Od zeszłego roku są w Polsce sprzedawane produkty z certyfikatem Fair Trade. Jest to międzynarodowy ruch alternatywnego handlu, wspierający ubogich producentów z Trzeciego Świata. Wydany przez nich certyfikat gwarantuje, że producenci tworzą demokratycznie zarządzaną organizację, w której przestrzegane są prawa człowieka, obowiązują co najmniej minimalne płace, godne i bezpieczne warunki pracy, nie wykorzystuje się pracy dzieci i spełnione są standardy ekologiczne. Nietrudno się domyślić, że są to jednak produkty droższe. A w Polsce dodatkowo dostępne w niewielkiej ofercie (kawa, herbata, kakao, czekolady) i niewielkiej sieci dystrybucji (głównie internetowy sklep „sprawiedliwy handel”, sieć Bomi i sieć restauracji Green Way). 14 Sprawdzaj, czy marka nie jest bojkotowana przez konsumentów Konsumenci są potężną siłą i wiele mogą na producentach wymusić, pod warunkiem, że są to konsumenci świadomi. W Polsce niemal zupełnie nieznanym zjawiskiem są bojkoty konsumenckie, które wybuchają na Zachodzie, gdy firma podejrzana jest o nieetyczne metody w dziedzinie praw człowieka, praw zwierząt czy ochrony środowiska. O skuteczności tej metody miały okazję przekonać się tak potężne firmy jak Nike, Shell, Unilever czy L’Oreal. W tym ostatnim przypadku jednym z inicjatorów bojkotu był Paul McCartney, który odesłał firmie wszystkie jej produkty, gdy okazało się, że są testowane na zwierzętach. Taki gigant jak Mitsubishi musiał ugiąć się dwukrotnie. Za pierwszym razem chodziło o sposoby pozyskiwania drewna z lasów tropikalnych do produkcji papieru, za drugim – o plany budowy olbrzymiej instalacji do pozyskiwania soli morskiej w rezerwacie biosfery Vizcaino w Meksyku. Gdy amerykański oddział firmy dostał 700 tys. listów z protestami, a bojkotem produktów zagroziła Kalifornia, plan zarzucono. 15 Nie daj się nabrać na fałszywe ekooznaczenia Prawdziwych, rzetelnych ekoznaków jest w Polsce niewiele (patrz ramka). Wielu producentów używa na opakowaniach napisów ekologiczny, bio albo motywów liści, kropli czy drzewa, żeby zwabić klientów, choć za tym wizerunkiem nic nie stoi. Metka „ekologiczne skarpety” oznacza, że wyprodukowano je z bawełny, a i to nie na pewno. Należy uważnie studiować etykiety. Prawdziwym ekoznakom towarzyszy na przykład informacja, że papier wyprodukowano bez użycia chloru albo że proszek nie zawiera fosforanów. „Informacja sygnalizuje problem, który udało się rozwiązać producentowi tego konkretnego wyrobu, dzięki czemu jest on lepszy od innych i mniej szkodzi środowisku. Informacja o tym, że coś jest po prostu ekologiczne lub zdrowe, nie mówi nam zupełnie nic i jest najczęściej próbą oszustwa” – przestrzega Polska Zielona Sieć. 16 Jedz prawdziwie zdrową żywność Od 2004 r. przepisy unijne zabraniają reklamowania żywności jako ekologicznej, organicznej czy bio, gdy producent nie posiada certyfikatu. Mimo że nazwa „zdrowa żywność” jest w ten sposób zastrzeżona, to w wielu supermarketach czy sklepach są półki z tym określeniem, na których obok towarów certyfikowanych stawia się co bądź; na przykład tzw. żywność od chłopa, choć w to, ile chłop sypnął pestycydów, nikt nie wnika (pisał o tym m.in. Piotr Stasiak, „Talerz z kantami”, POLITYKA 8/06). To, co w Polsce jest zjawiskiem marginalnym, na Zachodzie stało się potężną modą. Modą kreowaną często przez gwiazdy show-biznesu. Obecnie już 5 mln Amerykanów kupuje produkty przyjazne środowisku. Jak pisze „New York Times”, ich ekologiczność bywa mocno wątpliwa. Plastikowy pędzel jest ekologiczny, bo nie został wyprodukowany z drewna, a drewniany dlatego, że nie został wyprodukowany z plastiku. Z drugiej strony, pojawiają się tak wyrafinowane produkty jak odzież ulegająca biodegradacji, projektowana przez największych kreatorów mody, czy szminki z wosku pszczelego. Oraz krytyczne opinie, że jest to ekologia płytka, uspokajająca i dająca łatwe rozgrzeszenie. Utwierdza bowiem ludzi w przekonaniu, że wystarczy po prostu trochę zmienić styl kupowania, by być w porządku, podczas gdy prawdziwym problemem jest konsumpcja nadmierna. George Black, wydawca kwartalnika „On Earth”, nazywa to zjawisko ekonarcyzmem. No cóż, z polskiej perspektywy można powiedzieć, lepszy ekonarcyzm niż ekochamstwo. 17 Wsiądź na rower (albo do autobusu) Transport jest odpowiedzialny za potężną część światowej emisji dwutlenku węgla. A 40 proc. spalin emitowanych jest przez ruch miejski. Przy czym niemal połowa przejazdów samochodem odbywa się na trasach poniżej 5 km, a jedynym pasażerem często jest sam kierowca. Transport jest jednak także tą dziedziną, w której indywidualny konsument, chcąc zachowywać się w sposób przyjazny dla środowiska, bywa najbardziej bezradny. Wezwania, by przesiąść się na rower lub choćby do komunikacji miejskiej, brzmią może sensownie w Londynie, Amsterdamie czy Sztokholmie, ale już nie w Warszawie, gdzie w centrum brakuje ścieżek rowerowych, komunikacja miejska jest zatłoczona, a plan metra da się przedstawić za pomocą kawałka sznurka. – Jeśli nie możemy zrezygnować z samochodu, możemy postawić na systematyczną jazdę wspólną, tak zwane car sharing. Stosuje się to głównie przy dojazdach do pracy ludzi z tej samej dzielnicy – radzi Magdalena Mosiewicz. – Porządne władze miasta w cywilizowanych krajach wprowadzają regulacje zachęcające do takich praktyk: są ulice, którymi można jeździć tylko, jeśli w samochodzie jest więcej niż jedna osoba, kiedy pojedynczy kierowca stoi w korku, grupowi jadą szybciej, bo jest dostępna tylko dla nich trasa. 18 Wybieraj pociąg zamiast samolotu Jeden z postulatów amerykańskiego „Time’a”, mówiących o indywidualnych sposobach ograniczenia emisji dwutlenku węgla, brzmi: lataj bez przesiadek. W Polsce może on zabrzmieć nieco zabawnie, bo do wielu miejsc takich lotów po prostu nie ma. Podobnie postulat europejskich Zielonych, by zamiast samolotu czy samochodu wybierać pociąg, bo tona CO2 przekłada się na 3 tys. przelecianych kilometrów, przejazd samochodem na 7 tys., a pociągiem – 17 tys., może być dla nas trudny do realizacji, bo część połączeń jest likwidowana. – Po mieście staram się jeździć rowerem, w ostateczności komunikacją miejską, a do dalszych podróży wybierać pociąg, choć przyznaję, że zwłaszcza to ostatnie zakrawa w naszych warunkach na ekstrawagancję – deklaruje Magda Mosiewicz. Będąc członkinią zarządu europejskiej Partii Zielonych została wyznaczona na koordynatorkę 35 lokalnych partii Zielonych, w związku z czym musi dużo podróżować. – Zlikwidowano nocny pociąg do Brukseli. Próbowałam jeździć z przesiadkami, ale docierałam na miejsce wykończona i nie nadawałam się do pracy. Złamałam się i wsiadłam w samolot. Perspektywy podróży do Kijowa czy Mołdawii przedstawiają się jeszcze gorzej. 19 Ucz dzieci nowego stylu życia Nie uciekniemy od ekologii. To konieczność, potężny światowy trend. Dostrzegł go już nawet show-biznes. Świadczy o tym nie tylko Oscar dla dokumentu o globalnym ociepleniu „Niewygodna prawda”. Coraz popularniejszy staje się gatunek filmowy nazywany ekothriller. Trwają wysokobudżetowe produkcje filmów, w których Ziemia kontratakuje, czyli – jak to określa „The New York Times” – zachowuje się jak Travis Bickle, główny bohater „Taksówkarza”. Takie będą filmy „The Happening” M. Night Shyamalana, „Avatar” Jamesa Camerona czy remake „Powrotu z Czarnej Laguny”. Wątki ekologiczne obecne są nawet w animacjach, takich jak „Simpsonowie” czy filmach dla dzieci, np. „Transformers”. Niedawno międzynarodowa organizacja ekologiczna WWF stworzyła ekologiczną wyspę w popularnej internetowej grze „Second Life”. Można tam zaprzyjaźnić się z pandą, która opowie, jak chronić środowisko, obejrzeć miasto, które korzysta z energii wiatrowej, poznać problemy związane z globalnym ociepleniem, wylesianiem, niszczeniem mórz i oceanów, nauczyć się jak żyć, nie szkodząc przyrodzie. Pewnie to wszystko będzie miało wpływ na rozwój świadomości ekologicznej, choć powinny się nią zajmować przede wszystkim dom, szkoła i media, zwłaszcza publiczne. Trzeba uczyć się myślenia, że indywidualne decyzje mają wpływ na środowisko naturalne, a od naszego stylu życia zależy to, w jakim stanie zostawimy je dzieciom i wnukom. 20 Głosuj na mądrych Nie można się jednak łudzić, że to załatwi sprawę. Nawet w rozwiniętych demokracjach zachodnich głęboką ekologiczną świadomość mają nieliczni i tylko nieliczni gotowi są do naprawdę dużych wyrzeczeń. Reszcie działania przyjazne środowisku trzeba choć trochę ułatwić czy wręcz sprawić, by stały się opłacalne. I tu wiele zależy od polityków, którzy poprzez systemy dopłat czy ulg podatkowych mogą je kreować. Nie wspominając o tym, że problemów o pewnej skali, takich jak budowy oczyszczalni, tworzenie systemów segregacji śmieci, czystych środków transportu czy rozwój technologii opartych na odnawialnych źródłach energii, pojedynczy człowiek nie rozwiąże. Ostatnia rada, jak indywidualnie możemy wpływać na środowisko, brzmi: głosujmy na polityków, dla których kwestie ekologii są ważne. Lokalnie i centralnie. Joanna Podgórska współpraca: Teresa Oleszczuk, Aneta Leśniak, infografika Jarosław Krysik żródło A teraz pytanko do Piotrka, ile razy zrobił raban w sprawie np. nielegalnego wysypiska? | |
| Czy ktoś tu ma CYKLOZE? Jakie macie objawy? | |
niektore zdania są rozbrajające długi text ale warto zawisić oko Twoje pojęcie zabawy to 10 km pod górę przez kamienie i korzenie, a następnie zjazd na sam dół. Bronisz się przed zarzutami skierowanymi przeciw twojemu rowerowi wcześniej, niż przeciw matce. Wykąpiesz się raczej ze swoim rowerem niż z dziewczyną. Mieszkanie masz nie posprzątane, w lodówce pusto, ale rower za 30 milionów. Sądzisz że święta to kolejna okazja by dostać jakieś akcesoria rowerowe. Nie chcesz kabrioletu, bo nie nadaje się do przewożenia roweru. Dostajesz zwrot pieniędzy z podatku, i pierwszą rzeczą o jakiej myślisz to zakup nowych części (zamiast na przykład oddać pożyczone pieniądze rodzicom). Twoja definicja doskonałego partnera - jeździ na rowerze. Ty i twój rower macie te same nawyki, a ty jeszcze się dziwisz że jesteś bez partnera. Nazywasz swoje zwierzę nazwą firmy rowerowej (mój kumpel nazwał psa Mavic). Mieszkasz w domu rodziców, jesz ich jedzenie, pożyczasz pieniądze, a wciąż stać cię na posiadanie 4 rowerów. Nie potrafisz zrozumieć pojęcia uroku spaceru w lesie. Gdy spotykasz w lesie niedźwiedzia, nie wiesz czy stanąć z przodu, czy z tyłu roweru. Poważnie rozważasz szybciej skończyć pracować, przy mniejszej emeryturze, mając na myśli więcej czasu na jazdę na rowerze. Lubisz obserwować brud spływający ze strumieniem prysznica po przejażdżce. Nigdy nie będziesz modelem, gdyż twoje nogi mają setki blizn, zadrapań i ran. Ktoś mówi "Och! To musiało boleć!" na widok twojej ostatniej rany, a ty odpowiadasz "Powinieneś to zobaczyć, było super... właśnie byłem na wąskiej dróżce, i...". Wybierasz miejsce zamieszkania na podstawie ilości dostępnych tras. Kiedy zaczynasz się z kimś spotykać, próbujesz wyobrazić sobie, jaki rower powinien kupić, żebyście mogli jeździć razem. Kiedy ktoś z kim chcesz się umówić twierdzi, że 2000 zł wydane na rower to o wiele za dużo, a ty rozważasz, czy się z nim nie umawiać, bo przecież i tak tego nie zrozumie! Myślisz że czerwona rama, niebieska kierownica i zielone opony są dopasowane kolorystycznie, lub że przynajmniej wyglądają super. Kiedy ktoś w pracy pyta o imię twojej miłości, mówisz "Cannondale". Kiedy spędzasz więcej czasu w internecie na stronach rowerowych niż ze zdjęciami panienek. Myślisz że świetne miejsce na randkę w ciemno to twoja ulubiona trasa. Wiesz, jak rozłożyć swój rower, ale nie masz pojęcia jak naprawić samochód. Myślisz, że obcisłe spodenki na innym facecie wyglądają świetnie. Myślisz, że mieć rower droższy od swojego samochodu jest OK. Twój najlepszy zegarek to monitor pracy serca. Wydajesz dwa razy więcej pieniędzy na samą ramę niż "normalni" ludzie na cały rower. Jeszcze raz - wydajesz więcej pieniędzy na widelec niż "normalni" na cały rower. Myślisz o usprawnieniach nowego widelca zanim jeszcze dotrze do ciebie w przesyłce. Poczta, szybciej! Chcę mój widelec! Masz więcej strojów rowerowych niż garniturów. Zbliżając się samochodem do czerwonego światła automatycznie robisz ten dziwny skręt stopą, by się wypiąć z SPD. Sądzisz że normalnym jest podziwiać muskuły w nogach innego faceta. Odwołujesz spacer rodzinny z powodu ulewy, ale pędzisz na trasę, bo wiesz, że nie będzie zatłoczona. Jadąc samochodem próbujesz przeskoczyć przeszkodę, zamiast, na przykład, przyhamować. Dbasz o każdy gram! Zestawiasz kolorystycznie bidon i koszulkę. Możesz mówić o Cr-Mo, Ti i Alu, jakby byli twoimi najlepszymi przyjaciółmi. Jedyne liczby, które znaczą dużo, to rozmiar twojej ramy, twoje maksymalne tętno i numer szosy do najlepszego szlaku. Nazywasz swój rower "rumakiem". Masz w pracy zdjęcie swojego roweru obok zdjęcia dziewczyny. Twoja dziewczyna mówi "Następnym razem, jak pójdziesz na rower - zostawiam cię", a ty odpowiadasz, że będziesz za nią tęsknił. Wracasz do domu usmarowany błotem, twoja dziewczyna mówi "Jesteś obrzydliwy!", a ty się wtedy uśmiechasz Opowiadasz ludziom w pracy o spektakularnych wypadkach na trasie, pokazujesz im blizny, a oni nazywają cię "szalonym". Chodzisz często do piwnicy oglądać swój rower i zastanawiasz się co możesz zrobić, choć działa perfekcyjnie. Skrzywdziłbyś raczej siebie niż swój rower. Twoje kolana i łokcie są pełne blizn z tras i uważasz je za punkt honoru. Błoto cię ekscytuje. Twoje głównie źródło białka to połknięte muchy. Zgubiłeś but SPD w jeziorze. Skasowałeś mechanika rowerowego krzycząc "To twoja wina!". Zeskoczyłeś z półtorametrowego progu z powodu zakładu o pieniądze i nie przyjąłeś ich. Liczysz sklepy rowerowe w miejscu, gdzie szef chce cię przenieść, zanim jeszcze zastanowisz się nad wynikająca z tego podwyżką. Za każdym razem gdy jesteś na spacerze, myślisz, jak byłoby wspaniale być tu raczej na rowerze. Sam widok twojego roweru sprawia, że się uśmiechasz. Znasz numer telefonu do swojego sklepu rowerowego, ale nie do matki. Twoim startowym WWW jest strona rowerowa. Ostatnie informacje o "impotencji i rowerze" wprawiają cię w śmiech, bo sam widok roweru cię podnieca. Twoja ulubiona wycieczka zaczyna się kawą, a kończy piwem. Nie zauważasz, że się ściemnia, do momentu, gdy nie wjedziesz w drzewo, którego nie widziałeś. Wiesz, że Supergo to nie stacja benzynowa. Przeczytałeś ten tekst już 20 razy i wciąż cię bawi. Kochasz te 60 km trasy przed sobą, mimo że jesteś tam już dziesiąty raz. Jadąc w błocie, wodą z bidonu najpierw myjesz kasete i przerzutkę, a sam umierasz z pragnienia. Twoje sny są okrągłe, trzydziestosześcioszprychowe, kabzlowane, asymetryczne i ceramiczne. Po prostu Mavic'owe. Z radością jedziesz rowerem do szkoły przez ulubione krzaki w czasie grudniowej zamieci, gdy "normalni" ludzie grzecznie marzną na przystanku autobusowym. Leżysz na plaży z dziewczyną, skwar jak 150, nagle zaczyna się burza, ona zaprasza cię do siebie na kawę (hehe), a ty odmawiasz, mówiąc.. 'sorry, ale ja... muszę na rower'. Idąc do WC bierzesz ze sobą magazyn rowerowy, a nie "Panią domu". Po wyjściu ze szpitala z ręka w gipsie znajdujesz w jego pobliżu nowy nieznany sklep rowerowy i czym prędzej go odwiedzasz. W czasie wizyty u ortopedy pytasz, kiedy będziesz mógł jeździć, a nie kiedy będziesz zdrowy. Spędzasz w EMPiK-u godziny przeglądając pisma rowerowe. Oglądasz się nie za facetem, ale za rowerem, na którym jedzie. Oglądasz się nie za dziewczyną, ale za rowerem, na którym jedzie. Kochasz swój rower do tego stopnia, że mimo napadu na Ciebie w celach rabunkowych i przyłożonego do szyi scyzoryka oplatasz się wkoło ramy i myślisz w duchu: "prędzej mnie od niego odetną niż go puszczę". Wybuchasz śmiechem na słowa "koniec sezonu" - przecież na rowerze jeździ się cały rok. Mieszkasz w górach i masz rower. Nie odrzuca Cię smak błota między zębami. Każda potrawa jest dla ciebie "Dobrym Paliwem" lub "Złym Paliwem". Masz niezmywalny znak od łańcucha na prawej łydce. Czytasz 5 różnych magazynów rowerowych miesięcznie. Co tydzień zdobywasz 5 nowych katalogów sprzętu. Łydki są jedynym w pełni wykształconym mięśniem twojego ciała. Twoje szafy są pełne batonów energetycznych. Twoja lodówka jest zapchana po brzegi bidonami z Isostarem gotowymi w każdej chwili do konsumpcji. W twoim garażu znajdują się rowery każdej liczącej się firmy (Cannondale, Klein, Marin, Specialized i Trek). Rzucisz wszystko co robisz i pójdziesz pojeździć, kiedy tylko masz ku temu okazję. Jesteś zapisany na każdą grupą mającą coś wspólnego z rowerami. Nie masz czasu czytać tego wszystkiego, bo właśnie idziesz pojeździć. Nie jedziesz na wakacje, jeżeli nie możesz wziąć swojego roweru. Twój rower wisi nad twoim łóżkiem, żebyś mógł go pomacać, gdy obudzisz się w nocy. W niedzielę zamiast na mszę idziesz do sklepu z częściami rowerowymi - przecież to jest twoja świątynia. Twoimi afrodyzjakami są smar na rękach i błoto między zębami. Przycinasz gips na nodze tak, żeby zmieściła Ci się w nosek. Na pedałach sprzęgła i gazu w swoim samochodzie starasz się zamontować bloki SPD. Zwilża cię słowo "full-suspension". Na każdej lekcji fizyki myślisz, jak by tu zwiększyć skok swojego amortyzatora. Nie masz już siły podnieść ręki, bo na nadgarstkach wiszą kilogramy łańcuchów rowerowych. Uważasz, że wylewanie nowego asfaltu to zbrodnia, bo nie widać jak pracuje amor. Częściej pompujesz rower niż gumową lalę. Bez względu na to, gdzie i co masz załatwić w mieście, na twojej trasie zawsze jest sklep rowerowy. Wychodzisz kupić choinkę, a wracasz z nową korbą. Twój kot kupowałby PowerBara. Twoje ulubione zapachy męskie to pot i Finish Line Cross Country. Za stracony uważasz tydzień, w którym nie zakupiłeś co najmniej 1 kg nowego osprzętu. Gdy coś w rowerze nie działa, to i ty czujesz się chory. Nie musisz nosić ochraniaczy, bo na kolanach masz bandaże. Gdy prosisz, żeby sklep wystawił ci rachunek na 30% wartości, by powiedzieć żonie, która go znajdzie: "Wiesz, kochanie, strasznie ze mnie zdarli ostatnio..." (autentyk!). Jak złapiesz gumę na zakręcie i mocno się poharatasz, to najpierw łatasz dziurę, a dopiero potem oglądasz swoje rany. Po czwartym urwaniu łańcucha i zatarciu grip-shiftów myślisz: "Boże, jak ja kocham kolarstwo górskie". Golisz włosy na dolnych częściach łydek, żeby się w tryby nie wkręcały. Uważasz, że błoto to coś więcej niż ziemia plus woda - to ambrozja! Budzisz się i biegniesz sprawdzić, czy rower da się naprawić tak, jak to sobie we śnie wymyśliłeś (autentyk!). Na 30-stopniowym mrozie dziwisz się, że smar nieco zastygł. Rezygnujesz z wakacji, aby zaoszczędzić kasę na rower. Potrafisz złapać muchę za lewe jajo, jadąc pod górkę na tylnym kole. Po powrocie z gór, lecząc rany i ból mięśni zimnym piwem, planujesz wycieczkę na następny dzień. Rozpoznajesz opony po ich śladach, bo ułatwia ci to tropienie znajomych. Zachęcasz znajomych do nocnego wypadu na nie oświetlony i bardzo niebezpieczny zjazd, mówiąc: "Będzie extra - przy odrobinie szczęścia wszyscy się zabijemy" (autentyk!). Przed stromym, kamienistym zjazdem pozdrawiasz kolegę: "Do zobaczenia na OIOM-ie!" Rodzina chce ci kupić samochód, żebyś tyle nie jeździł, ale ty i tak odmawiasz (autentyk!). Na środku trasy rozwalasz rower i natychmiast kasujesz najbliższego rowerzystę, byle tylko samemu dojechać do końca. Jeśli za dwie pierwsze otrzymane w życiu pensje kupiłeś nową Univegę, wywołując nieciekawe komentarze rodziców (ja tak zrobiłem!). W edytorze tekstu ustawiasz 2,1-calowe marginesy. Na reklamach Marzocchiego oglądasz amortyzatory. Znasz tylko te nazwy ulic w swoim mieście, na których znajdują się sklepy rowerowe. W zimie wolisz zjeżdżać z górki na rowerze niż na sankach. Bierzesz rower nawet na 5-dniową szkolną wycieczkę nad morze (autentyk). Docierasz nową tarczę o drugiej w nocy jeżdżąc dookoła stołu w salonie rodziców. Z Zakopanego jedziesz na zawody w dualu odbywające się w Warszawie (autentyk). Idąc na rodzinne spotkanie, pod marynarkę i koszulę z krawatem zakładasz ulubioną koszulkę rowerową (autentyk). Siadając przed komputerem odruchowo szukasz dłońmi klamek i manetek (zdarzało mi się). Całą wypłatę przeznaczasz na usprawnienie swojego roweru, a wieczorem myślisz, co kupić za następną. Twój rower ma imię i świętujesz jego imieniny (autentyk). Swojego bike'a myjesz częściej niż siebie. Twoja dziewczyna musi mieć skórę w dotyku taką samą jak twoje siodełko. Na każdej lekcji geografii szukasz nowych tras rowerowych. Z dumą obnosisz się ze swoimi nowymi trofeami: ręką w gipsie i dziurawym kaskiem (autentyk). Boisz się żony, ale nie szalonego downhillu po ciemku (autentyk). Notatki z wykładu uzupełniasz rowerowymi rysunkami. Próbujesz wykorzystać swoją zagipsowaną nogę jako argument za kupnem roweru DH. Twoja opalenizna dłoni ogranicza się do elipsowatych plam - jedynego miejsca nie zasłoniętego przez rękawiczki. Nad drzwiami zamiast podkowy wieszasz na szczęście booster (autentyk). Gdy jedziesz przez las i chce ci się lać, szkoda jest ci się zatrzymywać. Jeśli w salonie samochodowym oglądasz umieszczony na dachu Volvo rower (autentyk). Dziwi cię fakt, że w połowie stycznia sprzedawca tłumaczy brak niektórych części rowerowych końcem sezonu. Myjesz się w otwartej kąpieli olejowej. Po upadku pierwszą rzeczą, która przychodzi Ci do głowy, to pytanie, co stało się z twoim rowerem. Twoje dziecko umie jeździć na rowerze zanim jeszcze nauczy się chodzić. Swojego psa próbujesz nauczyć jazdy na rowerze, żeby nadążył za Tobą, kiedy go wyprowadzasz na spacer. Gdy Twoja żona jest w ciąży, decydujesz, że jeżeli urodzi dziewczynkę, dacie jej na imię Judyta. W dzień swojego ślubu idziesz rano na rower (autentyk). Kolekcjonujesz rentgeny swoich rowerowych złamań (autentyk). Wracając z wycieczki masz na rowerku i na sobie mapę geologiczną okolicy. Twoja dziewczyna mieszka w tym samym budynku co sklep rowerowy. Po powrocie z "błotnego rajdu" wybierasz jak najdłuższą drogę przez centrum, aby popatrzeć na oniemiałych przechodniów. Na imieniny do znajomych przychodzisz z nowym amorkiem, bo sklep rowerowy akurat był po drodze (autentyk). Traktujesz snakebite'a jako osobistą zniewagę. Na egzaminy zabierasz swój licznik rowerowy, bo tylko taki masz zegarek (autentyk). Gdy przejeżdża obok ciebie jakaś laska na rowerze, patrzysz wyłącznie na jej pojazd. Czujesz podniecenie, gdy ludzie widząc Cię jadącego na rowerze szepcą drżącym głosem: "Tędy jeszcze nikt nie przejechał na rowerze... to niemożliwe...". Masz skórę na tyłku twardszą niż na piętach. W Wigilię schodzisz do piwnicy, aby pogadać ze swoim dwukołowym przyjacielem. Spotykajac kumpla-rowerzystę, po zadaniu pytania "Co słychać?" nie czekając na odpowiedź zadajesz od razu "A kupiłeś sobie coś nowego do swojego bike'a?" Po pierwszym wyjeździe z nowymi kumplami nie pamiętasz ich nawet z imienia, ale za to dobrze wiesz, że taki a taki gosć miał niebieskiego Marina z mieszanym STX i LX 95', a inny Treka na pełnym XTR'98, SID-zie i takimi dziwnymi przelotkami na linki. Swojej dziewczynie obiecujesz obrączki z tytanu, w końcu coś musi ci przecież codziennie przypominać o tym, że brakuje ci takiego pewnego roweru w twoim życiu. Jako prezent ślubny sprawiasz swojej żonie białego Cannondale'a, no bo cóż jest bardziej wdzięcznego od tego połączenia? Wszelkie ciuchy, sprzęt turystyczny i mnóstwo innych rzeczy kupujesz zadając sobie za każdym razem diametralne pytanie "A jak przyda mi się to do jazdy na rowerze?" Podczas gdy niektórzy twoi kumple mozolnie przeliczaja wszystko na browce, ty bez trudu potrafisz powiedzieć, ile kosztuje ta koszulka w parytecie do RockShoxa Judy w cenie z ostatniego dnia. Twój pamiętnik z wypraw to głównie wspomnienia tego, jak wtedy pięknie zeskoczyłem z tej półki na tym zjeździe z Turbacza, albo jak to jest spotkać na górskiej leśnej drodze rozjuszone dziki lub duże Fiaty 125. Za każdym razem, gdy czytasz te wspomnienia ty aż drżysz z podniecenia; twoi słuchacze-laicy ziewają. 3/4 kliszy poświęcasz na pstrykanie zdjęć pt. "Mój rower w tak pięknych okolicznościach przyrody", resztę zostawiasz by uwiecznić swoją dziewczynę. Stwierdzasz, że gdyby twoja pamięć chłonęła wszystko tak jak gazety i katalogi rowerowe, to wkrótce stałbyś się geniuszem. Potrafisz urwać się w połowie zimowej sesji naukowej i wkurzony na komunikację miejską, przejechać całe zasypane burym śniegiem Katowice tylko po to, by móc na targach rowerowych choć przez chwilę poślinić się przed nowym Scott'em Octane. Jeżeli będziesz kiedykolwiek wybierał swojego psychoanalityka (choć samotna szutrowa droga na 2000 m n.p.m. w Alpach potrafi więcej), to na pewno będzie to też rowerzysta; w końcu kto lepiej zrozumie maniaka niż drugi maniak. Ostrej muzyki słuchasz na walkmanie tylko na podjazdach, z doświadczenia bowiem wiesz, że jazda w dół z dopalaczem na uszach daje ci poczucie nie tylko tego, że jesteś Panem na swoim Ognistym Rumaku, ale również poczucie czegoś twardego, rozłożystego i okorowanego, co nagle pojawiło się na twojej drodze życia. Za ludźmi oglądasz się stosując następna klasyfikację: zaj..ty rower, niezły rower, taki sobie rower, szajs. Na pytanie swojej dziewczyny "Czego ty się ciągle oglądasz za tymi rowerami?", odpowiadasz "A wolałabyś, żebym oglądał się ciągle za kobietami?". Po jej następnym pytaniu "A gdyby to były kobiety na zaj..tych rowerach?" popadasz w konfuzję. Swojej dziewczynie grozisz, że intercyzę małżeńską spiszesz tylko po to, by móc zagwarantować sobie 20h tygodniowo dla swojego bika. Masz dziurawe zęby, bo plomby już dawno wypadły na wertepach. Twój punkt widzenia zależy od wysokości sztycy podsiodłowej. Po powrocie z ostrej jazdy, najpierw myjesz rower, a potem opatrujesz rozbity łokieć (autentyk). Zamiast z misiem pluszowym, śpisz z wyczyszczoną starą korbą LX-a (autentyk). Urządzasz sobie po zmorku downhill z prędkością 70km/h, po wyboistej, krętej i stromej drodze o szerokości metra. Po lewej drzewa po prawej urwisko, deszcz leje jak z cebra, a ty zastanawisz się, czy to bezpieczne dla roweru. Z rozrzewnieniem myślisz o 30 kilometrach wertepów po przejechaniu których będziesz od stóp do głów uwalony błotem, miał obity zadek i odciski na rękach od kierownicy. Urazy na które cierpi twoje ciało to: zerwanie łańcucha, otwarte pęknięcie amora z wyciekiem oleju, złamanie ramy... Wybór imion dla Twoich dzieci jest ograniczony do zestawu: Gustaw, Luiza, Klara, Julia, Judyta. | |
|
z koła gospodyń wiejskich - | |
Kiedy otworzyłam oczy, nawet się nie zdziwiłam, bo często zdarzały mi się małe drzemki w fotelu, po których musiałam gruntownie wyprostować kości. Wyłączyłam laptopa, był przegrzany. Wzięłam duży wdech. Przypomniałam sobie, że od dwóch dni muszę mierzyć się z pustymi ścianami. Upiłam łyka kawy. Oczami wyobraźni zobaczyłam swojego eks z ekspedientką ze spożywczaka w jednoznacznej pozycji. Gdyby tylko mnie nie uprzedził stwierdzeniem, że to było fatalne zauroczenie, które dawno minęło, uderzyłabym go chociaż w twarz. Niestety, gdy zastanawiałam się czy zrobić to z gracją z liścia, czy też po męsku, pięścią w nos, padło znamienne zdanie. Zaśmiałam się w duchu z nowo poznanej sentencji. Tylko jak tu się teraz cieszyć z wolności? Postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki. Wystukałam szybko numer, w słuchawce usłyszałam jej zmartwiony głos – halo?. Zastanawiałam się, czy w ogóle się odzywać, ale wizja kolejnego samotnego wieczoru wydawała mi się nie do zniesienia. – Może wpadniesz do mnie dziś? – spytałam. Usłyszałam jeszcze kilka razy halo i trzask rzucanej słuchawki. Czasem coś nie łączy. Przyzwyczaiłam się, że na tej wsi, gdzie psy szczekają dupami, często są rozmaite problemy z łącznością. Ech, znów moje myśli zaczęły krążyć wokół tamtego feralnego dnia. Jakby jeszcze tego było mało, nie miałam teraz gdzie robić zakupów, a do spożywczego nie będę chodzić za Chiny Ludowe. życie toczy się dalej. Aż żal patrzeć mi na to ziejące pustką mieszkanie, bez obsikanej deski sedesowej i maszynek do golenia. Niestety faktem jest to, że Marcin, który teraz pewnie gzi się ze sklepową, był ostatnim wolnym facetem w tej dziurze. Pomimo jego licznych wad, doceniałam go, bo jak mówiła moja babcia, darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Być może nie był najlepszym kochankiem, co z resztą potwierdziła moja stara koleżanka ze szkolnej ławy, ale nadrabiał wszystko swoją robotnością i stałością. Dwa dni temu jednak okazało się, że go przeceniłam. Nie tylko utwierdziło mnie w tym przyłapanie Marcina na zdradzie, ale również stos brudnych skarpet wciśniętych za łóżko. Zaczęłam nerwowo chodzić wokół lodówki wahając się, czy otworzyć. Z ciężkim westchnięciem złapałam zamaszystym ruchem klameczkę i pociągnęłam. Zrzedła mi mina jeszcze bardziej, jak zobaczyłam tam jedynie kawałek staropolskiej, jajko i mleka, tyle co kot napłakał. Z rezygnacją założyłam buty, myśląc jak zmierzyć się z lafiryndą, która odebrała mi narzeczonego. Spojrzałam jeszcze raz w lustro, porównując moje zniszczone włosy z jej grubymi warkoczami, wdzięcznie skaczącymi na każdym kroku. Na dworze lekko mżyło. Obeszłam oborę, żeby dostać się do komórki, w której stał mój odrapany składak. Miałam ochotę wymienić go na lepszy model, zwłaszcza, że czasami w trakcie jazdy odkręcało mi się siodełko, ale łączyło mnie z nim zbyt wiele wspomnień. Rower jest jak pilot, który włącza moją wyobraźnię. Od razu stanęła mi przed oczami tamta namiętna scena, kiedy ja i Marcin na rowerze... posadził mnie na ramie. Jechaliśmy wtedy tak daleko, gdzie oczy nas niosły. Później pękła opona. A miało być tak romantycznie. W tym dniu wydało się, że przynoszę ludziom pecha. W końcu przestałam się użalać i zbierając w sobie siły, pojechałam w stronę spożywczego. Na miejscu odetchnęłam z ulgą. Parking rowerowy był prawie pusty. Przestąpiłam próg sklepu. Przełknęłam ślinę. Zobaczyłam, jak za ladą stoi ona. Nawet picie nieświeżej herbaty u niej wyglądało uroczo. Pogładziła poszczerbiony kubek ruchem wyrafinowanej kotki. Kiedy mnie zobaczyła, plastikowa łyżeczka znalazła się na podłodze. Schyliła się, ukazując fragment opalonych pośladków. Klient przy kasie lekko zagwizdał z wrażenia. Tego już było za dużo! – A niech mnie! – hardo pomyślałam i rzuciłam w nią lekko nadgniłym jabłkiem. Niefartownie trafiłam w okno, na szybie razem z głuchym trzaskiem pojawił się pajączek. Drugie jabłko trafiło w herbatę, która nasiąkła w jej kusy fartuszek. Spojrzała mi w oczy, nerwowo trzęsąc warkoczami i dotknęła językiem zajadów z kącikach ust. Nie patrząc na klienta, złapała za pętka drgających serdelków i zaczęła mnie nimi okładać. Nie byłam jej dłużna i rozpłaszczyłam na niej kartonik mleka. Patrząc z satysfakcją, jak po jej ciele spływają białe smugi, próbowałam wstać. Nagle, całkiem z zaskoczenia dostałam w głowę wołową konserwą dla psa. Poczułam, że już nie wytrzymam. Moim ciałem wstrząsnęły dreszcze. Poprawiłam opaskę na włosach niczym diadem, zaczęły napływać do mnie dziwne siły i prądy. Chwyciłam długą bagietkę i wpakowałam jej w gębę, zauważając mimochodem, że nie ma górnej dwójki. Nagle pod sklepem zatrzymał się dzielnicowy. Przywiązał konia do drzewa i wbiegł wzburzony. Kiedy nas rozdzielił, pożałowałam natychmiast swojego wybuchu. Dostałam mandat. Co za szczęście, że nie znalazłam się przez to zajście w areszcie. Podkuliłam ogon pod siebie i skierowałam się do wyjścia. Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami. Zacisnęłam pięści. – To jeszcze nie koniec! – pomyślałam z zawiścią, próbując dokręcić siodełko, które znów się poluzowało. Niestety siodełka dokręcić się nie dało. Wzięłam je pod pachę i odważnie ruszyłam w drogę powrotną, myśląc o dzielnicowym. W gruncie rzeczy był to kawałek niezłego mięska, jak na nasze standardy. Niestety Tom był już zajęty jak reszta naszych mężczyzn. O żonie za dużo nie wiedziałam. Dzielnicowy często rozpowiadał w karczmie, że jak kobity się nie bije, to wątroba jej gnije, po czym stawiał kropkę haustem czystej. Za to miał umiłowanie do koni. Jego rumak był ozdobą całej wsi. Gdy przejeżdżał, czy to panna, mężatka, czy wdowa, każda siedziała z nosem przylepionym do szyby. Pewnego dnia ktoś zaproponował mu wielką sumę za konia i ten bez namysłu go oddał. Jednak zwierzę wierne jak pies, cały czas uciekało od nowego właściciela, a że ten należał do romantyków, oddał go dzielnicowemu, nie żądając zwrotu pieniędzy. I tak nasz Tom stał się jedną z możniejszych osobistości. Kolejny raz westchnęłam, droga była niezwykle wyboista. W duchu podziękowałam dzielnicowemu, który zajął przez chwilę moje myśli. Zbliżałam się nieuchronnie do chałupy, a co gorsza, wiedziałam, że jedynie czeka mnie tam kawałek lekko zielonej kiełbasy. Pomyślałam, że może zadzwonię do Agi i poproszę, by wpadła z tym winem. Rozmarzyłam się, niemal czując to przyjemne ciepełko, rozchodzące się po moim organizmie. Póki nie naprawię roweru, będę musiała zadowolić się mlekiem od krowy i czerstwą bułką. A może i umrę z głodu i wzbudzę w Marcinie wyrzuty sumienia. W końcu nie po to pielęgnowałam nasz związek, żeby poleciał jak ten kundel za tamtą suką. Moja babcia miała świętą rację, mówiąc, że chłopa trzeba prowadzać na smyczy, jak się go złapie. Ach! Szkoda, że teraz ma i pamięć świętą. Zapewne cała jest święta, po przeżyciu swojego żywota z moim śp. dziadkiem, który do przyjemniaczków nie należał. Otworzyłam drzwi i rzuciłam się na kanapę. Moje ramiona zaczęły drżeć od cichych spazmów. Telefon nadal nie działał. Pomyślałam, że może chociaż obejrzę „Wieli seks w małej wsi” . Mi też się coś od życia należy. A od jutra rozejrzę się za pracą, choć u nas ciężko się wybić. Przypomniałam sobie Lukrecję, moją dawną sąsiadkę, która czasem przyjeżdża srebrnym BMW. Tej to się powiodło, stała się prawdziwą kobietą sukcesu dzięki daleko posuniętemu feminizmowi. Być może powinnam iść za jej przykładem. Ale jak tu zostawić Marcina, wtedy na dobre rozpląsa się ze sklepową i ta złapie go na dziecko. Co to, to nie! Moje myśli zatopiły się w najnowszym serialu. Zaczęłam się robić senna, lecz chciałam dotrwać do końca, by dowiedzieć się, z kim dziś spędzi noc mój przystojny Ridż. W decydującym momencie filmu, gdy wargi głównej bohaterki zalśniły od blasku księżyca, usłyszałam donośne pukanie. Z niechęcią podeszłam do drzwi, próbując, niezdarnie ukryć pod szlafrokiem, niegolone od miesięcy nogi. Uchyliłam drzwi licząc, że może to ten nowy listonosz, który wprawiał w drżenie nie jedno serce i nie tylko serce. Gdy spojrzałam w twarz swojego gościa, poczułam napływ gigantycznego rozczarowania. To był tylko nasz okoliczny książę, który czasami chodził po chałupach, prosząc o czerstwy chleb dla konia. Jego historia jest niezwykle intrygująca. Chodzą słuchy po wsi, że w jego żyłach płynie niebieska krew! Prawdopodobnie jego przodkowie należeli do dalszej rodziny królewskiej, kilka stuleci temu, a sam książę, mimo fortuny, którą posiadał, dostał od losu żebracze życie. Prawdopodobnie przepisał majątek na byłą żonę, by udowodnić swoją miłość, a ta bezduszna bladzia kazała mu podpisać po wszystkim intercyzę i zostawiła go na pastwę losu tuż po nocy poślubnej. Zrobiło mi się żal księcia, miał takie delikatne, niemal królewskie rysy. Zaprosiłam go na herbatę, chociaż to mi w domu zostało. Okazał się wspaniałym słuchaczem i nawet uronił ze mną kilka łez. Nie opowiadał o sobie zbyt dużo. W gruncie rzeczy to zły chłop nie był, lecz nie spieszno mi było do tego różnie rozumianego mezaliansu. Wychodząc ofiarował mi kilka czerstwych bułek i zapewnił, że mogę na niego liczyć. I znów sama. Film się dawno skończył. Jak dobrze, że kiedyś nagrałam go na kasety. Jutro kto wie, może zrobię sobie wielki maraton filmowy. Wszystko, by nie myśleć o Marcinie, który pewnie cały czas się gzi z ekspedientką. Albo i nie, bo taka kondycja do niego całkiem nie pasuje. Kiedy byłam mała, stara cyganka rzuciła na mnie urok, ponieważ ukradłam jej drobne. Wskazała sękatym paluchem na moją dziewczęcą twarzyczkę i powiedziała, że zostanę starą panną. A u nas na wsi jest to najgorsze, co może być. Kobiety dzielą się na gospodynie i na te, powszechnie nazywane feministkami, które są bardzo tępione. Biedna Lukrecja miała, co i raz, wybite szyby, a nawet grożono jej wyrzuceniem za granice wioski. Całą aferę roznieciła rada starszych, która na szczęście od trzech lat jest rozwiązana. W jej składzie było wiele sędziwych pań, które znane był ze swoich licznych cnót. Codziennie odprawiały (nawet same) mszę świętą, a ksiądz cieszył się z tak wielkiej inicjatywy swojego kółka różańcowego. Nosiły białe t – shirty, a klub swój nazwały BAD, czyli Białą Armią Dobra. Obrzucały pobliski sexshop swoimi beretami. Zdarzało się nawet, że po nocach poślubnych młodych par, otaczały domy i żądały prześcieradeł. Na szczęście, odkąd wszedł nowy serial, ich koło się rozpadło. Spotkania były coraz rzadsze, aż w końcu ustały całkowicie. Ale wróćmy do cyganki. Jakie to niemiłe z jej strony, że zgotowała mi taki los. Szkoda, że nie żyje i nie może odczynić swojego uroku. Jutro muszę poszukać w internecie coś na ten temat. Aga poleciła mi bardzo dobrą stronę. Nazywa się gugle czy gogle, w każdym razie jak te wielkie okulary na narty. Podobno tam jest wszystko, tylko trzeba wpisać. Ech.. .zapomniałam o zepsutym rowerze. Dobrze, pomyślę nad tym jutro. Nie mogę się teraz poddać, zawsze zostaje mi moja ziemia po wujku, w której rodzi się nowe życie i która jest początkiem wszystkiego. To najpewniejsza wartość na tym marnym, dwulicowym świecie. A miłość? Cóż, przemija z wiatrem. Blokuje do czasu podania gatunku - Weber | |
| ="nd();" >z koła gospodyń wiejskich 1 | |
Nawet się nie zdziwiłam, kiedy otworzyłam oczy. Często zdarzały mi się małe drzemki w fotelu, po których musiałam gruntownie wyprostować kości. Wyłączyłam laptopa, był przegrzany. Wzięłam duży wdech. Przypomniałam sobie, że od dwóch dni muszę mierzyć się z pustymi ścianami. Upiłam łyka kawy. Przed oczami wyobraźni miałam swojego eks z ekspedientką ze spożywczaka w jednoznacznej pozycji. Gdyby tylko mnie nie uprzedził stwierdzeniem, że to było fatalne zauroczenie, które dawno minęło, uderzyłabym go chociaż w twarz. Niestety, gdy zastanawiałam się czy zrobić to z gracją z liścia, czy też po męsku, pięścią w nos, padło znamienne zdanie. Zaśmiałam się w duchu z nowo poznanej sentencji. Tylko jak tu się teraz cieszyć z wolności? Postanowiłam zadzwonić do przyjaciółki. Wystukałam szybko numer, w słuchawce usłyszałam jej zmartwiony głos – halo?. Zastanawiałam się, czy w ogóle się odzywać, ale wizja kolejnego samotnego wieczoru wydawała mi się nie do zniesienia. – Może wpadniesz do mnie dziś? – spytałam. Usłyszałam jeszcze kilka razy halo i trzask rzucanej słuchawki. Czasem coś nie łączy. Przyzwyczaiłam się, że na tej wsi, gdzie psy szczekają dupami, często są rozmaite problemy z łącznością. Ech, znów moje myśli zaczęły krążyć wokół tamtego feralnego dnia. Jakby jeszcze tego było mało, nie miałam teraz gdzie robić zakupów, a do spożywczego nie będę chodzić za Chiny Ludowe. Życie toczy się dalej. Aż żal patrzeć mi na to ziejące pustką mieszkanie, bez obsikanej deski sedesowej i maszynek do golenia. Niestety faktem jest to, że Marcin, który teraz pewnie gzi się ze sklepową, był ostatnim wolnym facetem w tej dziurze. Pomimo jego licznych wad, doceniałam go, bo jak mówiła moja babcia, darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Być może nie był najlepszym kochankiem, co z resztą potwierdziła moja stara koleżanka ze szkolnej ławy, ale nadrabiał wszystko swoją robotnością i stałością. Dwa dni temu jednak okazało się, że go przeceniłam. Nie tylko utwierdziło mnie w tym przyłapanie Marcina na zdradzie, ale również stos brudnych skarpet wciśniętych za łóżko. Zaczęłam nerwowo chodzić wokół lodówki wahając się, czy otworzyć. Z ciężkim westchnięciem złapałam zamaszystym ruchem klameczkę i pociągnęłam. Zrzedła mi mina jeszcze bardziej, jak zobaczyłam tam jedynie kawałek staropolskiej, jajko i mleka, tyle co kot napłakał. Z rezygnacją założyłam buty, myśląc jak zmierzyć się z lafiryndą, która odebrała mi narzeczonego. Spojrzałam jeszcze raz w lustro, porównując moje zniszczone włosy z jej grubymi warkoczami, wdzięcznie skaczącymi na każdym kroku. Na dworze lekko mżyło. Obeszłam oborę, żeby dostać się do komórki, w której stał mój odrapany składak. Miałam ochotę wymienić go na lepszy model, zwłaszcza, że czasami w trakcie jazdy odkręcało mi się siodełko, ale łączyło mnie z nim zbyt wiele wspomnień. Rower jest jak pilot, który włącza moją wyobraźnię. Od razu stanęła mi przed oczami tamta namiętna scena, kiedy ja i Marcin na rowerze... posadził mnie na ramie. Jechaliśmy wtedy tak daleko, gdzie oczy nas niosły. Później pękła opona. A miało być tak romantycznie. W tym dniu wydało się, że przynoszę ludziom pecha. W końcu przestałam się użalać i zbierając w sobie siły, pojechałam w stronę spożywczego. Na miejscu odetchnęłam z ulgą. Parking rowerowy był prawie pusty. Przestąpiłam próg sklepu. Przełknęłam ślinę. Zobaczyłam, jak stoi za ladą ona. Nawet picie nieświeżej herbaty u niej wyglądało uroczo. Pogładziła poszczerbiony kubek ruchem wyrafinowanej kotki. Kiedy mnie zobaczyła, plastikowa łyżeczka znalazła się na podłodze. Schyliła się, ukazując fragment opalonych pośladków. Klient przy kasie lekko zagwizdał z wrażenia. Tego już było za dużo! – A niech mnie! – hardo pomyślałam i rzuciłam w nią lekko nadgniłym jabłkiem. Niefartownie trafiłam w okno, na szybie razem z głuchym trzaskiem pojawił się pajączek. Drugie jabłko trafiło w herbatę, która nasiąkła w jej kusy fartuszek. Spojrzała mi w oczy, nerwowo trzęsąc warkoczami i dotknęła językiem zajadów z kącikach ust. Nie patrząc na klienta, złapała za pętka drgających serdelków i zaczęła mnie nimi okładać. Nie byłam jej dłużna i rozpłaszczyłam na niej kartonik mleka. Patrząc z satysfakcją, jak po jej ciele spływają białe smugi, próbowałam wstać. Nagle, całkiem z zaskoczenia dostałam w głowę wołową konserwą dla psa. Poczułam, że już nie wytrzymam. Moim ciałem wstrząsnęły dreszcze. Poprawiłam opaskę na włosach niczym diadem, zaczęły napływać do mnie dziwne siły i prądy. Chwyciłam długą bagietkę i wpakowałam jej w gębę, zauważając mimochodem, że nie ma górnej dwójki. Nagle pod sklepem zatrzymał się dzielnicowy. Przywiązał konia do drzewa i wbiegł wzburzony. Kiedy nas rozdzielił, pożałowałam natychmiast swojego wybuchu. Dostałam mandat. Co za szczęście, że nie znalazłam się przez to zajście w areszcie. Podkuliłam ogon pod siebie i skierowałam się do wyjścia. Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami. Zacisnęłam pięści. – To jeszcze nie koniec! – pomyślałam z zawiścią, próbując dokręcić siodełko, które znów się poluzowało. Niestety siodełka dokręcić się nie dało. Wzięłam je pod pachę i odważnie ruszyłam w drogę powrotną, myśląc o dzielnicowym. W gruncie rzeczy był to kawałek niezłego mięska, jak na nasze standardy. Niestety Tom był już zajęty jak reszta naszych mężczyzn. O żonie za dużo nie wiedziałam. Dzielnicowy często rozpowiadał w karczmie, że jak kobity się nie bije, to wątroba jej gnije, po czym stawiał kropkę haustem czystej. Za to miał umiłowanie do koni. Jego rumak był ozdobą całej wsi. Gdy przejeżdżał, czy to panna, mężatka, czy wdowa, każda siedziała z nosem przylepionym do szyby. Pewnego dnia ktoś zaproponował mu wielką sumę za konia i ten bez namysłu go oddał. Jednak zwierzę wierne jak pies, cały czas uciekało od nowego właściciela, a że ten należał do romantyków, oddał go dzielnicowemu, nie żądając zwrotu pieniędzy. I tak nasz Tom stał się jedną z możniejszych osobistości. Kolejny raz westchnęłam, droga była niezwykle wyboista. W duchu podziękowałam dzielnicowemu, który zajął przez chwilę moje myśli. Zbliżałam się nieuchronnie do chałupy, a co gorsza, wiedziałam, że jedynie czeka mnie tam kawałek lekko zielonej kiełbasy. Pomyślałam, że może zadzwonię do Agi i poproszę, by wpadła z tym winem. Rozmarzyłam się, niemal czując to przyjemne ciepełko, rozchodzące się po moim organizmie. Póki nie naprawię roweru, będę musiała zadowolić się mlekiem od krowy i czerstwą bułką. A może i umrę z głodu i wzbudzę w Marcinie wyrzuty sumienia. W końcu nie po to pielęgnowałam nasz związek, żeby poleciał jak ten kundel za tamtą suką. Moja babcia miała świętą rację, mówiąc, że chłopa trzeba prowadzać na smyczy, jak się go złapie. Ach! Szkoda, że teraz ma i pamięć świętą. Zapewne cała jest święta, po przeżyciu swojego żywota z moim śp. dziadkiem, który do przyjemniaczków nie należał. Otworzyłam drzwi i rzuciłam się na kanapę. Moimi ramiona zaczęły drżeć od cichych spazmów. Telefon nadal nie działał. Pomyślałam, że może chociaż obejrzę „Wielki seks w małej wsi” . Mi też się coś od życia należy. A od jutra rozejrzę się za pracą, choć u nas ciężko się wybić. Przypomniałam sobie Lukrecję, moją dawną sąsiadkę, która czasem przyjeżdża srebrnym BMW. Tej to się powiodło, stała się prawdziwą kobietą sukcesu dzięki daleko posuniętemu feminizmowi. Być może powinnam iść za jej przykładem. Ale jak tu zostawić Marcina, wtedy na dobre rozpląsa się ze sklepową i ta złapie go na dziecko. Co to, to nie! Moje myśli zatopiły się w najnowszym serialu. Zaczęłam się robić senna, lecz chciałam dotrwać do końca, by dowiedzieć się, z kim dziś spędzi noc mój przystojny Ridż. W decydującym momencie filmu, gdy wargi głównej bohaterki zalśniły od blasku księżyca, usłyszałam donośne pukanie. Z niechęcią podeszłam do drzwi, próbując, niezdarnie ukryć pod szlafrokiem, niegolone od miesięcy nogi. Uchyliłam drzwi licząc, że może to ten nowy listonosz, który wprawiał w drżenie nie jedno serce i nie tylko serce. Gdy spojrzałam w twarz swojego gościa, poczułam napływ gigantycznego rozczarowania. To był tylko nasz okoliczny książę, który czasami chodził po chałupach, prosząc o czerstwy chleb dla konia. Jego historia jest niezwykle intrygująca. Chodzą słuchy po wsi, że w jego żyłach płynie niebieska krew! Prawdopodobnie jego przodkowie należeli do dalszej rodziny królewskiej, kilka stuleci temu, a sam książę, mimo fortuny, którą posiadał, dostał od losu żebracze życie. Prawdopodobnie przepisał majątek na byłą żonę, by udowodnić swoją miłość, a ta bezduszna bladzia kazała mu podpisać po wszystkim intercyzę i zostawiła go na pastwę losu tuż po nocy poślubnej. Zrobiło mi się żal księcia, miał takie delikatne, niemal królewskie rysy. Zaprosiłam go na herbatę, chociaż to mi w domu zostało. Okazał się wspaniałym słuchaczem i nawet uronił ze mną kilka łez. Nie opowiadał o sobie zbyt dużo. W gruncie rzeczy to zły chłop nie był, lecz nie spieszno mi było do tego różnie rozumianego mezaliansu. Wychodząc ofiarował mi kilka czerstwych bułek i zapewnił, że mogę na niego liczyć. I znów sama. Film się dawno skończył. Jak dobrze, że kiedyś nagrałam go na kasety. Jutro kto wie, może zrobię sobie wielki maraton filmowy. Wszystko, by nie myśleć o Marcinie, który pewnie cały czas się gzi z ekspedientką. Albo i nie, bo taka kondycja do niego całkiem nie pasuje. Kiedy byłam mała, stara cyganka rzuciła na mnie urok, ponieważ ukradłam jej drobne. Wskazała sękatym paluchem na moją dziewczęcą twarzyczkę i powiedziała, że zostanę starą panną. A u nas na wsi jest to najgorsze, co może być. Kobiety dzielą się na gospodynie i na te, powszechnie nazywane feministkami, które są bardzo tępione. Biedna Lukrecja miała, co i raz, wybite szyby, a nawet grożono jej wyrzuceniem za granice wioski. Całą aferę roznieciła rada starszych, która na szczęście od trzech lat jest rozwiązana. W jej składzie było wiele sędziwych pań, które znane był ze swoich licznych cnót. Codziennie odprawiały (nawet same) mszę świętą, a ksiądz cieszył się z tak wielkiej inicjatywy swojego kółka różańcowego. Nosiły białe t – shirty, a klub swój nazwały BAD, czyli Białą Armią Dobra. Obrzucały pobliski sexshop swoimi beretami. Zdarzało się nawet, że po nocach poślubnych młodych par, otaczały domy i żądały prześcieradeł. Na szczęście, odkąd wszedł nowy serial, ich koło się rozpadło. Spotkania były coraz rzadsze, aż w końcu ustały całkowicie. Ale wróćmy do cyganki. Jakie to niemiłe z jej strony, że zgotowała mi taki los. Szkoda, że nie żyje i nie może odczynić swojego uroku. Jutro muszę poszukać w internecie coś na ten temat. Aga poleciła mi bardzo dobrą stronę. Nazywa się gugle czy gogle, w każdym razie jak te wielkie okulary na narty. Podobno tam jest wszystko, tylko trzeba wpisać. Ech.. .zapomniałam o zepsutym rowerze. Dobrze, pomyślę nad tym jutro. Nie mogę się teraz poddać, zawsze zostaje mi moja ziemia po wujku, w której rodzi się nowe życie i która jest początkiem wszystkiego. To najpewniejsza wartość na tym marnym, dwulicowym świecie. A miłość? Cóż, przemija z wiatrem. Poczułam jak zlepiają się moje ociężałe powieki i za chwilę zaczęłam odpływać. cdn... | |